Algorytmy i booty

Do czerwoności nas ostatnio rozgrzewają informacje o cyfrowych sposobach wpływania na wyniki wyborów w tym lub innym, zdawałoby się, cywilizowanym kraju, w którym dostęp do puszki Pandory ograniczają z dawna ugruntowane wartości. Są nimi w skrócie: prawda jest ważniejsza od fałszu (ale czy lepsza?), konsekwencja jest cnotą polityka (ale czy pomaga zdobywać mu poparcie?), empatia pozwala pozyskać elektorat (ale czy nie przeszkadza nim manipulować?) itp. itd.

Nie łudzę się i wiem, że kłamstwo, naginanie faktów, cyniczne zmiany frontów i aliansów, nielojalność i megalomania są cechami przynależnymi polityce, odkąd istnieje. Oczywiście znajdzie się sporo wyjątków, ale biorąc pod uwagę ścieżki historii takie przykłady liczymy w promilach. Zresztą te i tak skromne ilościowo wzorce nieustannie doświadczają prób umniejszania im wartości rzucając kłamstwa i kalumnie. Nie bez kozery, a nawet z niejakim uporem powtarza się komunał o nieczystości polityki. Wynika to zapewne z chęci usprawiedliwiania się z czynów, które chluby żadnemu człowiekowi nie przynoszą, a bywają skutecznymi narzędziami w walce o władzę.

Cyfrowe dylematy

I tu nagle bęc. Siurpryza i prezent. Można zatrudnić bezduszną maszynę, ażeby niejako za nas, ale „we własnym imieniu” wylewała pomyje na głowy innych, nie obciążając już biednych i umęczonych sumień naszych. Porno-kapitalizm w hardcorowej wersji. Wystarczy zapłacić, a najczarniejszą robotę wykonają reprodukujące się jak bakterie booty, które do tego wszystkiego tak dobrze udają ludzi, że przekonują nieprzekonanych, a strachliwych spychają do kąta. Nigdy bowiem nie będzie już pewności, czy za panem/panią X z internetowego forum, którego konto pachnie ściemą, nie stoi rzeczywisty człowiek, z którym można się spotkać w „realu”. Sam ostatnio doświadczyłem takiej pomyłki. Mam w zwyczaju wchodzić na konta społecznościowych dyskutantów i gdy w najpopularniejszym portalu widzę konto z kilkoma/kilkunastoma znajomymi, bez zdjęcia profilowego lub ze zdjęciem wazonu lub węża, z historią sięgającą najwyżej paru dni/tygodni wstecz, to zazwyczaj zgłaszam je jako fałszywe i ostrzegam znajomych. Raz jednak się pomyliłem i było mi głupio. Cóż – jako się rzekło, lekko nie jest.

Narzędzia są niewinne?

Mówiło się, że nóż jest tylko takim właśnie narzędziem. Od ręki i człowieka zależy czy ukroi nim pajdkę chleba, czy zanurzy go we krwi. Nie mam jednak pewności, czy tak jest z algorytmami i bootami. I czy można mówić o nich jako o narzędziach. Mnie się zdaje, że ich najpopularniejszą funkcją jest jednak agresja, czyli że przekształciły się w broń. Jak to z bronią bywa, jedni się nią posługują nieudolnie i brutalnie, a inni umieją zadawać ciosy bardziej precyzyjne i zniuansowane. Zwykłe okładanie się cepami w necie nie jest w sumie tak groźne jak inteligentna, zmasowana kampania półprawd i przekłamań, których już nigdy nie będzie można do końca ludziom wyjaśnić. Od tego też są analizy by badać grunt i odpowiednie nań rzucać ziarno. Przykładem najlepszym jest hasło, które było lokomotywą kampanii partii rządzącej. Pomimo, iż Polska notowała gospodarczy wzrost, powstawała infrastruktura za miliardy złotych i w miastach rodził się etos życia eko, to slogan „Polska w ruinie” trafił do ludzi, którzy po prostu nie czuli się beneficjentami tych zmian. Nawet idiotyczne konferencje na tle wykopów lub nieczynnych magazynów nie tylko nie zapalały ostrzegawczych lampek, ale pozwalały się cieszyć, bo skoro z „tłustymi kotami” nie umiemy grać wedle ich reguł, to wywracamy stolik i powołujemy własne. Pierwsza z nich głosi, że kłamać wolno, a czasami nawet trzeba. W związku z tym mamy dziś premiera, który kłamie nawet wtedy, gdy nie trzeba.

Trudny temat rozgrzeszenia

Instytucją spowiedzi kościół zdobył narzędzie władzy i wpływu, które dotykało każdej sfery człowieka i każdej społecznej warstwy. Tajemnice królów i tyranów przepływały przez konfesjonały na zawsze cementując sojusz tronu z ołtarzem. Nie zmieniło się wiele do dziś. I dziś narzędzie rozgrzeszenia niejednego ducha uwalnia od moralnej udręki, przez którą już tylko obłęd i szaleństwo. Ciężko nieść własne grzechy w pojedynkę. Najlepiej wiedzą o tym, w swojej moralnej odwadze, ateiści. Stąd bierze się główna siła kościoła i kapłanów, że niosą ulgę. Paradoksalnie algorytmy i booty podkopują fundament związku wiernych z kościołem. Skoro grzeszą cyfrowe byty, to i spowiadać się niedługo nie będzie z czego. Z drugiej strony im słabsze się wydają instytucjonalne instrumenty i liturgiczne procedury tym ważniejsze stają się ludzkie wybory. Większą sztuką jest świadoma decyzja i unoszenie potem jej konsekwencji niż cotygodniowe poszukiwanie rozgrzeszenia. Zresztą, gdyby się głębiej zanurzyć, to nie zachodzi tu sprzeczność. Wszystko zawsze zaczyna się w człowieku.

Boot stop

Nie dajmy się więc zwodzić bootom, wykorzystywać algorytmom i nie ulegajmy ordynarnym generatorom emocji. Na własny użytek wypracowałem sobie nawyki przeglądania kont rozmówców i historii ich wpisów. Gdy są podejrzanie podobne, równie napastliwe lub chamskie, to mam zawsze dwa wyjścia, albo uznać, że to boot i przestać brać pod uwagę jego wytwory, albo uznać, że to wyjątkowo odporny na rzeczywistość delikwent, z podobną reakcją. Przecież nikt inny nie jest wzorcem dla programistów tworzących booty jak realni w swej prostocie hejterzy i trolle.

Jacek Sut

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *