Białoruś nadciąga

Generalnie Wyborowa jest lepsza od wyborów, ale… No właśnie. Jak trzeba, to się musi. Czyli iść.

Józefosław, Zalesie, Mysiadło, Iwiczna i pobliskie Piaseczno są miłymi miejscami do mieszkania i choć trochę rozkopane, jednak dobrze się tu żyje. Taka mini Europa. A propo’s rozkopania: wiadomo, by było lepiej, musi być gorzej. No, więc w całym kraju gorzej, a u nas jakby lepiej.

Jak zrobimy sobie gorzej, to na lepiej poczekamy długo.

Takie mam bowiem wrażenie, że nadciąga Białoruś. Na Białorusi dyrektor PGR-u się już od ponad 20 lat lat realizuje w roli prezydenta. Od roku 1994 mianowicie. Niezły wynik.

Chata z kraja – jest głównym hasłem Aleksandra Ryhorawicza Łukaszenki i ta sama kwestia jest ostatnio z uporem powtarzana przez polityków PIS i ich akolitów. Niczym jakaś mantra. „Nie wtrącajcie, decydujemy o sobie. Niezłomni i Niepodlegli”. Zupełnie jak Aleksander Rychorawicz Ł.

Wczoraj, czyli 17 września, pamiętna data, Białoruś straciła pomoc finansową MFW. Czyli koniec kroplówki. Zaczęli od nich. Oczywiście – za łamanie praw obywatelskich. Z Rosją Białoruś też się czas jakiś temu skłóciła, oczywiście poszło o finanse i gaz, zatem Białorusini zostali sami. Z gospodarką w ruinie.

Kiedy byłam w Grodnie parę lat temu, wzruszyłam się niezmiernie. W tzw. mięsnym. Ta nasza młodość, te wspomnienia! Na ladzie tylko żółta słonina. Jakże się nie wzruszyć.

Ludzie za to życzliwi, ugościli nas czym tam mieli, mówiąc ze ślicznym akcentem: u nas wszystkiego jest. Rzeczywiście, szyjki z kurczaków i kawałki ogonów rybich grubo panierowane. Do tego kukurydza i papryka.  Bimbru przedniego do woli, każdy we wsi ma swoją ziemiankę w lesie i pędzi. Grzyby.

Czy wokół Józefosławia znajdziemy jakieś lasy?

Obdarowali nas tym, co mieli najlepszego, czyli bimbrem i okazało się, że być może i życie nam uratowali, bowiem struliśmy się w jedynej restauracji w Lidzie – rosół z łapek z kurczaka z ósemką jajka. Potem zielone parówki z kartoflanym puree z paczki. Tylko te dwa dania w menu. Serio. Zamówiliśmy, co było nam robić, jeść trzeba. Gdyby nie ten bimber… oszczędzę detali.

Zatem mamy tuż obok, za granicą wschodnią dwa państwa totalitarne, oba zamknięte na zewnątrz, rządzące się swoimi, wilczymi, prawami. Żadna konstytucja, żadne sądy. Tylko Łukaszenka i Putin. Ktoś wie, jak się nazywa premier w Rosji? Albo Białorusi?

No, dobrze, w Rosji już któryś raz premieruje zamiennie z Putinem niejaki Miedwiediew. No i co ten ich Misiu robi? Ano nic. Dekoruje. Rośnie, rzecz jasna, w siłę i zamożność. Jeśli urośnie za duży albo podskoczy dostanie po łapkach. Wiadomo.

Białorusi odebrano kasę, Rosji się skończyły surowce. Tak sobie pomyślałam, że skoro za łamanie praw człowieka i niszczenie demokracji MFW zabrał kasę, to zaraz skończy się Łukaszenka. Ale jak wiadomo zgniłe reżimy potrafią trwać i trwać. A obywatele już nie są obywatelami wszak, bo demokracji nie ma, są poddanymi. Jest to wizja katastroficzna. Ale ku temu idziemy. Oczywiście nie dojdziemy, bo my nie tacy. Ale zdarzają się wypadki przy pracy. PiS jest takim wypadkiem. Nie wspominając o Kukiz ‘15 czy mocnym na naszym terenie ONR.  Pamiętam, że w 2005 głosowałam na Lecha Kaczyńskiego. Tak, przyznaję się. Bijcie. Ale uważałam, że dobrze robi w polityce jak są dwie nogi różne. Lech na prezydenta, Donald na premiera. Pierwsza naiwna.

Ale Kaczyńscy wzięli wszystko. No i się po raz pierwszy rozjechało. Człek chciał dobrze, a wyszło jak zawsze. Dwa lata rządów PiS, tym z nas, co żyli za PRL, dało jasny obraz, co czeka Polskę, gdy znów się dorwą do władzy. Mamy wszyscy alergię, więc szybko zaczęliśmy reagować.

Teraz słyszę, że obywatele, dziwnym trafem deklarujący się jako apolityczni, będą głosować na ludzi, a nie na partie. I to jest idea słuszna, jak mawia Tym. Tylko nie w tych wyborach. Tu gra idzie o wszystko. Więc skoro nie jest nam źle, z kranów nam leci ciepła woda, robią nam drogi i kwietniki, na rynku kawa, sushi i imprezy.  zagłosujmy na tych, którzy nam te kwietniki, koncerty, szkoły i przedszkola, nie zapominając o sushi rzecz jasna, fundują. Z naszych podatków i funduszy unijnych fundują, a przecież mogliby szwagra zatrudnić, czy sobie zasponsorować jaką podróż studyjną do Australii, by kupić fregatę na Jeziorkę. Bo jeśli zagłosujemy na ludzi, to ci ludzie mogą nagle się okazać większością w radach i sejmikach. I będzie tak, jak wszędzie.

A później, tak jak obok. Na Białorusi może. Czemu nie. Ostatnio wszystko stało się możliwe. Kasa się zaraz skończy. Na szwagra może wystarczy, ale dla nas – poddanych, już nie.

Skoro zaś aktualna władza piaseczyńska ma słuszną linię i pomysły (na oko) w porządku i jeszcze obywateli słucha (czasem, nawet dość często), to pozwólmy im porządzić. Eksperymentować (i to jak!) będziemy w lepszych i bezpieczniejszych czasach.

Rewolucja musi trochę poczekać. Ale przyjdzie. Na razie krzyknijmy rewolucyjnie – no pasaran! Nie ma zmiłuj. Jak trzeba, to się musi. Idźmy na wybory. Tylko tyle i aż tyle.

No pasaran! A potem się zobaczy.

Manula Kalicka

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *