Mural

Pośród kulturowych sporów jednym z najbardziej ognistych jest ten, w którym ścierają się zwolennicy i przeciwnicy sztuki wysokiej, elitarnej i wysublimowanej. Można bowiem założyć, że większość dzieł sztuki, które powstały w Europie od czasów Średniowiecza powstały na zamówienie lub służyły światopoglądom ludzi możnych, władców świeckich i kościelnych, arystokracji i potem burżuazji, których stać było na opłacanie artystów i otaczanie się dziełami ich talentu i rzemiosła. Na drugiej stronie szali próbowała przetrwać sztuka ludowa, częsta pozbawiona innej tradycji niż mówiona lub śpiewana, ulotna i nietrwała również w tym, co fizycznie pozostawiała po sobie. Do dziś kojarzy się nam z malunkami na drewnie, struganymi w lipie świątkami, żałobnymi pieśniami na pogrzebach czy łowickim wzorem. Brat mojego dziadka, Zygmunt Pustkowski był takim artystą. Mam w domu dwie jego rzeźby, które niejedno już przeszły, trzecia zaginęła. Po rodzinie rozsiane są inne jego dzieła.

Termin „sztuka ludowa” w stosunku do tego, co się dzieje na dzisiejszych ulicach brzmi anachronicznie. Nawet uznani artyści ludowi uprawiają dziedzinę związaną z przeszłością i historią, chronią tradycję i próbują ocalić przekaz przodków. Kultywują rzemiosło. Gdzie więc szukać współczesnej sztuki ludowej? Tego bezpośredniego środka wyrazu prostego człowieka. Czy może nawet powiedzmy jeszcze dosadniej – człowieka biednego. Najprościej chyba na ulicy. Oczywiście i kiedyś, i teraz zdarzały się i zdarzają oszałamiające awanse z gminu do elit. Rzadziej jednak dotyczą prawdziwej sztuki, częściej wiążą się ze spektakularnymi pomysłami na zdobycie milionów „lajków” i wyświetleń. Prawdziwi artyści uliczni chronią swoją suwerenność i niezależność. Niektórzy z nich równie mocno walczą w obronie niezależności sztuki. Ostatni akcja Banksy-ego (który gdyby tylko zechciał byłby miliarderem) pokazuje, że można i trzeba możnym marszandom i zblazowanym kolekcjonerom od czasu do czasu pokazać przysłowiową „figę”. Niezorientowanym przypomnę, że na jedną z londyńskich aukcji trafiła grafika Banksy-ego, pięknie oprawiona i słynna choć niewielka. Po zlicytowaniu jej za ponad 1 milion funtów coś zabrzęczało i rama obrazu okazała się być sprytnie skonstruowaną niszczarką na dokumenty, a konkretnie na jeden dokument. Grafika za milion została pocięta na paski. Tym samym Banksy powiedział całemu światu, że sztuka nie może być przedmiotem handlu. Nie można jej sobie kupić na własność, bo przestaje wtedy należeć do nas wszystkich.

Istnieje też druga strona ulicznego malarstwa, czyli zaangażowanie lokalnej społeczności i budzenie wrażliwości na wspólną przestrzeń. Stowarzyszenie Pomysł na Józefosław najpierw zorganizowało malowanie pasów przy rondzie na skrzyżowaniu ulic Cyraneczki i Wilanowskiej, a teraz powstał mural przy Ogrodowej. Cieszmy się tym dobrem wspólnym, które ma tę dodatkową zaletę, że także wspólnie powstawało. Po akcji malowania na murze ogłosiliśmy konkurs na najciekawsze zdjęcie muralu. Zwyciężyło zdjęcie, które widzicie poniżej. Drugą nagrodę zdobyła fotografia, którą znajdziecie na okładce najnowszego, papierowego wydania “Sąsiadów”.

Jacek Sut

fot. Dominika Rembelska, na zdjęciu Grupa Capoeira Raiz

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *