Okiem grafika

Niewiele rzeczy na świecie potrafi inspirować tak, jak robi to wyobraźnia dziecka. O tym, dlaczego warto z niej korzystać i w dorosłym wieku oraz czym jest praca dla dzieci i z dziećmi opowiada Piotr Karski – grafik, projektant, autor i ilustrator książek dla dzieci, rodzinnie związany z Julianowem.

Co wpisujesz w rubryki ,,Wykształcenie” i ,,Zawód wykonywany”?

Wykształcenie: Grafik – projektant. Skończyłem grafikę na warszawskiej ASP, specjalizacja projektowanie graficzne i projektowanie książki.

Zawód wykonywany: Projektowanie książek dla dzieci, choć lepiej pasowałoby „książkorób”, bo niektórzy rozumieją przez projektowanie samo tworzenie projektu graficznego, a ja zajmuję się robieniem książek w szerszym znaczeniu.

Ostatnie Twoje dwie książki ,,W góry!” i ,,W morze!” były przez Ciebie wymyślone, napisane i narysowane. Skąd taka potrzeba?

Pierwsze powstały „W góry!”. Z pomysłem na książkę wyszło Wydawnictwo Dwie Siostry z którym współpracuję odkąd skończyłem Akademię. Wydawczynie poprosiły mnie o stworzenie edukacyjnej książki aktywnościowej o górach. Wakacje najczęściej spędzam na górskich ścieżkach. Tam też powstawały pierwsze szkice do książki. Na szlakach nie raz słyszałem pytania dzieci i obserwowałem zakłopotanie rodziców, którzy szukali na nie sensownych odpowiedzi. Książka miała ten głód wiedzy zaspokoić, ale nie w podręcznikowym stylu. Wymyśliłem ponad 100 aktywności, które w formie zadań plastycznych, gier i eksperymentów przybliżają dzieciom wiedzę o górach poprzez zabawę. Już na etapie powstawania książki zainteresowały się nią wydawnictwa zagraniczne i szybko stało się jasne, że powstanie też książka o morzu. Dziś obie książki wydane są w kilku językach, tłumaczą się na kolejne (w tym nawet na chiński!). W Polsce i w Austrii „W Góry!” nominowana była do tytułu Książki Popularnonaukowej Roku.

Są to książki przedstawiające bardzo szeroką wiedzę o górach i morzu. Oprócz plastycznych pomysłów, potrzebna była także ogromna wiedza merytoryczna. Jak przygotowywałeś się do pracy nad tym materiałem?

Praca nad każdą z książek trwała pół roku, z czego mniej więcej połowę czasu zajęło mi właśnie przygotowanie merytoryczne. Chciałem pokazać góry i oceany poprzez ich zoologię, botanikę, ekologię, geologię, kulturę – to wszystko brzmi bardzo poważnie, ale kluczowe było stworzenie lekkich i humorystycznych zadań opowiadających o tych wszystkich kwestiach. Oczywiście nie jestem naukowcem, specjalistą w tych dziedzinach, więc musiałem sam bardzo dużo się nauczyć. Czasem tworząc z pozoru proste ilustracje napotykałem na poważne wątpliwości. Na przykład wymyśliłem grę w dzięcioła i korniki poprzez którą opowiadam o niesamowitym życiu tych chrząszczy, którym politycy zrobili ostatnio bardzo czarny PR. Na ilustracji pojawiają się otwory wentylacyjne, które mama kornik wierci co jakiś czas w chodniku macierzystym, żeby larwy mogły od wyklucia się oddychać świeżym powietrzem. W opracowaniach dotyczących kornika drukarza, do których dotarłem, nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi jak mama rozmieszcza te otwory. Tu z pomocą przyszli mi naukowcy z wydziałów leśnych (często autorzy opracowań, które czytałem). Napisałem do kilku, bo myślałem, że raczej nikt nie będzie zawracać sobie głowy jakąś książką dziecięcą – odpowiedzieli wszyscy! Takich sytuacji było więcej. Za każdym razem spotykałem się z dużą życzliwością naukowców. Każda z książek była też skrupulatnie weryfikowana przez świetną redaktorkę z wydawnictwa, na tym etapie ponownie potwierdzaliśmy wszystkie fakty. To książki przede wszystkim do zabawy, ale ich wartość merytoryczna musi być bez zarzutów. Edukacja to odpowiedzialne zajęcie.

Wiem, że prowadzisz warsztaty plastyczne dla dzieci w oparciu o te opracowania. Skąd pomysł na takie zajęcia?

Spotkania autorskie, na których robię dzieciom rysunkowe dedykacje są fajne, bo spotykam swoich czytelników, ale jeszcze fajniej jest z nimi podziałać. Jest to dla mnie też chwila oddechu, okazja do kontaktu z ludźmi w różnych częściach świata. Robienie książek to samotnicze zajęcie. Tworząc książkę wchodzę tak głęboko w dany temat, że potem stworzenie scenariusza warsztatów do tej książki przychodzi mi z łatwością. Potrzeba też trochę zdolności aktorskich, żeby dzieci weszły w tę opowieść i przez 60-90 minut bawiły się w górską czy morską wyprawę pełną przygód. Ostatnio staram się trochę ograniczyć liczbę tych zajęć, bo to jednak bardzo energochłonne zajęcie.

A w ogóle do czego potrzebna jest dzieciom nauka plastyki?

Wydaje mi się, że nauka plastyki powinna uwrażliwiać dzieci na ich otoczenie i uświadamiać, że mają na nie wpływ. Stół przy którym siedzą, łóżko w którym śpią, dom w którym mieszkają, rower którym jeżdżą, obraz który wisi w pokoju czy książkę którą czytają i oglądają – wszystko to ktoś wymyślił, narysował, zbudował, skonstruował, dobrał materiały, kolory, litery. Jeśli dzieci będą wrażliwe na te kwestie będą bardziej świadomie patrzeć na swoje otoczenie, będą je lepiej rozumiały i bardziej świadomie kształtowały w przyszłości.

Czy zaproponowałbyś jakieś zmiany w podejściu do tej edukacji najmłodszych nam, dorosłym?

Zaproponowałbym skupić się na zadaniach praktycznych. Zamiast malować na lekcji plastyki 25 identycznych misiów, wg narzuconego z góry przepisu zbudować wspólnie karmnik czy budkę dla ptaków, porozmawiać o użytych materiałach, zastanowić się czego potrzebują jej użytkownicy. Zastanowić się jaki problem w otoczeniu mnie irytuje – np. psie kupy na trawniku i stworzyć ulotki czy plakaty namawiające sąsiadów do ich sprzątania, porozmawiać o tym jak działa dobry plakat, a jak nachalna reklama.

Jak odbierasz obecny Julianów oczami grafika?

Julianów, to przyjemna, spokojna, zielona okolica. Większość domów powstała wg spójnych planów, które uchroniły okolicę od pstrokacizny materiałów elewacyjnych charakterystycznej np. dla okolic Piaseczna. Przeszkadzają mi wszędobylskie ogrodzenia, ale to ogólnopolska specyfika i chyba minie jeszcze sporo czasu nim przestaniemy się tak bardzo grodzić. Na szczęście w miastach osiedla fortece powoli odchodzą do lamusa.

Co możemy my sami, mieszkańcy, poprawić we wspólnej estetyce wokół nas?

Myślę, że dobrze by było namówić właścicieli reklam – banerów do bardziej wysublimowanej formy reklamy. Skuteczność reklamy nie tkwi w jej rozmiarze, a w dobrym pomyśle.

Z Piotrem Karskim rozmawiała Renata Nowacka

 

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *