Plemiona Tajlandii

Droga prowadzi przez plantacje ananasów i chilli. Zbierające paprykę kobiety skarżą się, że ich wynagrodzenie to zaledwie ułamek ceny, którą osiąga plantator. Płaski teren otaczają czarne, skaliste góry, a pod nimi, na małych polach, farmerzy uprawiają ryż, tapiokę i trzcinę cukrową. Ziemia jest trudna i niewdzięczna. Jej rudoczerwony, ciemny odcień dobrze wychodzi jedynie na zdjęciach. Twarda, pełna kamieni, w czasie deszczu zamienia się w rwące błota, a podczas suszy robi się niemożliwa do przebicia ani dla motyki, ani dla młodego pędu. Czarne skały nad poletkami nagrzewając się niemiłosiernie oddają żar w twarze rolników, którzy próbują zebrać skromne plony zanim zjedzą je szkodniki lub rozdziobią ptaki.

IMG_5008

Kharen

Powoli wjeżdżamy pickupem na tereny chronionych lasów, dojeżdżamy do pierwszych zabudowań. Ku mojemu zdziwieniu mały, biały budynek przy drodze ma krzyż zawieszony nad wejściem. Okazuje się, że wśród plemiennych wiosek na terenie Tajlandii kilkanaście odmian kościoła chrześcijańskiego wyparło szamańskie wierzenia i buddyjskie wpływy. Kharen, najliczniejsze w Tajlandii plemię, pochodzi z Birmy, Laosu i Tajlandii. Rozrzucone po różnych terenach południowo-wschodniej Azji liczy nawet kilkanaście milionów ludzi. W samej Tajlandii zamieszkuje ich kilkaset tysięcy, dumnie nazywanych Ludźmi Kharen.

IMG_5139

Wioska jednak wydaje się opustoszała. Jest niedzielny poranek. Słońce nieznośnie grzeje i z drogi unosi się lepki pył. Pod skleconymi z różnych desek, stojącymi na palach domami kręcą się ciemne jak popiół świnie i chudziutkie kury. Rozwieszonego na sznurkach prania nie owiewa wiatr, które nie schnie, z powodu wysokiej wilgotności powietrza i pomimo skwaru. Gdzieniegdzie pod szerokimi wiatami zaparkowane są samochody, przez szpary w deskach widać telewizory plazmowe, a z każdego z dachów dumnie sterczy antena satelitarna imponujących czasami rozmiarów.

IMG_5080

Akha

Parę kilometrów dalej charakterystyka domów się zmienia. Są bardziej zadbane i zbudowane z porządnych i trwalszych materiałów. Zamieszkujące wioskę plemię Akha przybyło z południowo-wschodnich Chin. Starsze kobiety ubrane są w wąskie sukienki ze szlachetnych materiałów dyskretnie wyszywane koralikami, cekinami i ozdobnymi nićmi. W wiosce króluje kościół, którego zasady oparte są na chrześcijaństwie jednak z silnym wpływem przekonania Akha o kontynuacji pokoleń i ścisłym związku z ziemią. Mężczyzna Akha może wymienić swoje drzewo genealogiczne do 50 pokoleń wstecz. Mieszkańcy serdecznie zapraszają do wypełnionego po brzegi budynku. Mój przewodnik ma problem z komunikacją. Zarówno dzieci, jak i osoby starsze nie porozumiewają się po tajsku, a jedynie w narzeczu chińskim. Kobieta z zawiniętym w chustę sporym już chłopcem zachęca mnie, żebym obok niej usiadła. Na migi dogadujemy się, że to jej piąte dziecko ma 10 miesięcy. Mimo bariery językowej jesteśmy w stanie porozumieć się w podstawowych, matczynych utrapieniach. Kłaniamy się na pożegnanie i ruszam dalej.

IMG_5132

Lisu

W kolejnej wiosce przewodnik zostawia mnie samą w towarzystwie kobiet odpoczywających pod wiatą. Przyglądają mi się bardzo uważnie – nie umiem poznać, czy to sympatia, czy chęć poznania, czy może pogarda do zachodniego świata? Zapraszają mnie, żebym usiadła i rozpoczynają rozmowę. Kilka razy powtarzają bardzo powoli i wyraźnie zdania, z których staram się rozpoznać pojedyncze tajskie słowa. W końcu przechodzą do dialektu Lisu. W pewnym momencie jedna zbiera się na odwagę i wypowiada pojedyncze angielskie słowa. W ten sposób zostaje oficjalnym tłumaczem. Jej słownik ogranicza się do paru zwrotów, ale z kilkoma tajskimi zdaniami klecimy rozmowę przerywaną dłuższymi chwilami ciszy na dyskretną kontemplacje. Pytają się mnie o męża i dzieci, o dom. Tu z pomocą przychodzi telefon! Pokazuję rodzinne zdjęcia, a one żywo komentują je. Staję się dla nich kobietą z krwi i kości. Kobiece sprawy nie potrzebują znajomości dialektu. Opowiadają mi o swoich mężach i dzieciach. Chłonę, jak mogę, ich język ciała i tembr głosu. Są zmęczone, zrezygnowane, zaciekawione światem. Idziemy dalej.

IMG_5192

Dwie dziewczynki o obezwładniająco wielkich i wyrazistych oczach najpierw skradają się za nami, żeby po jakimś czasie zostać nieformalnymi, nowymi przewodniczkami. Spotykamy mężczyznę zbierającego coś w rodzaju pieczarek, twardych jak kamienie. Mężczyzna przysiada i zwija sobie papierosa z jakichś ziół i liścia. Nie chce powiedzieć co pali, ale opowiada nam historię, której nie rozumiemy. To już trzeci język poznany w przeciągu ostatnich paru godzin. Po stromych zboczach docieramy do kolejnych domostw. Na jednym ganku widnieje wystawa starannie oprawionych zdjęć – Króla i Królowej, małej dziewczynki i chłopca, młodej dziewczyny w uniwersyteckim stroju na schodach dużej uczelni, grupy studentów przed uniwersytetem, zdjęcie studyjne rodzeństwa z dyplomami w ręku. Wynika z nich, że syn i córka gospodarzy skończyli studia inżynierskie i pracują w dużych miastach.

IMG_5275

Kultury bez narodu i państwa

W ostatniej odwiedzonej przeze mnie wiosce zebrały się cztery pokolenia kobiet. Od niemowlęcia po zasuszoną staruszkę z zaoraną głębokimi zmarszczkami twarzą. Pod moimi nogami przy drodze rozkładają koce, a na nich kładą pięknie wyszywane stroje dla dzieci, torby z kolorowych materiałów, spódnice, narzuty, ściereczki, hebanowe słonie i biżuterię. Dzień nabiera kolorów, czas na zakupy, zaczynają się targi. Na koniec dostaję jeszcze dwa sznury korali i oddaję młodej mamie swój naszyjnik.

IMG_5290

Tak kończy się dzień, w którym zobaczyłam skrawek życia plemion zamieszkujących Tajlandię, ludzi bez praw, bez przynależności narodowej. Ciągle odmawia się im przyznania obywatelstwa. Mogą liczyć tylko na siebie. Są rozerwani pomiędzy chęcią podtrzymania plemiennej historii, a potrzebą życia w cywilizacji. Starszyzna umiera zabierając ze sobą ostatnie opowieści i historie plemienia. Ich wędrowna historia powoli umyka. Tworzone są fundacje, aby chronić ich kulturę i pozwolić żyć poza skansenem. Świadomość, że istnieją takie mikro społeczności daje nadzieję, że wyrok globalizacji jeszcze nie zapadł, że cały czas gdzieś w różnych zakątkach świata żyją ludzie poza naszą, zredukowaną do pieniędzy i kariery, pełną niezdrowych ambicji kulturą.

IMG_5413

Nasza autorka od niedawna mieszka w Tajlandii gdzie zajmuje się zgłębianiem tamtejszej kultury i historii. Swoimi codziennymi obserwacjami będzie się dzielić na łamach Sąsiadów.

Fot. A.B.

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *