Czasy się zmieniają

Rozmowa z Jakubem Poradą, mieszkańcem Mysiadła, dziennikarzem i reporterem telewizyjnym od lat związanym z TVN24.

Jacek Sut: Jak długo tu mieszkasz? I jak tu trafiłeś? Dlaczego?

Jakub Porada: 16 lat. Jak większość przyjezdnych do Warszawy przez kilka lat wynajmowałem kawalerkę, żeby po jakimś czasie dojść do wniosku, że lepiej spłacać swoje mieszkanie. Na Sadybie znalazłem siedzibę firmy Intrakt, która budowała nieruchomości w Nowej Iwicznej i zdecydowałem się z żoną, że zamieszkamy w tej dzielnicy. Co prawda okazało się, że mimo dobrych recenzji, deweloper zbankrutował i na plac budowy wkroczył syndyk, ale udało się jakoś uratować lokal. Zaczęło się zatem dramatycznie, ale dziś wspominam to jako koszmar z przeszłości.

Ile razy w życiu się przeprowadzałeś? Co teraz o tym myślisz? Co jest dobrego, a co złego w takiej „migracji”?

Warszawa to czwarte miasto, w którym mieszkam, po rodzinnych Kielcach, Gliwicach, w których grałem jako aktor w teatrze, i Katowicach, w których kończyłem z kolei studia i zacząłem pracę w telewizji. Przeprowadzki to nic złego. W Warszawie pojawiłem się jako 30-latek, po wygranym castingu na prezenterów i dziennikarzy TVN24. Miałem jedną walizkę i zaczynałem od początku. Mimo to, uważam, że zmiana miejsca potrafi działać mobilizująco. Daje energię i zapobiega gnuśnieniu.

Kiedy poczułeś się tu „jak u siebie”? Po czym to poznałeś?

Wydaje mi się, że ja zawsze czułem się tutejszy. Początkowo chciałem mieszkać w Warszawie, a najlepiej w samym centrum stolicy. Po roku 2004, kiedy przeniosłem się ,,pod miastoˮ, dostrzegłem, że odległość nie stanowi wielkiego problemu. Puławska często rano się korkuje, ale ja mam różne godziny pracy, więc mnie to na szczęście aż tak bardzo nie dotyczy. Zresztą jest jeszcze kolejka podmiejska, która w porównaniu z dekadą wcześniej jeździ jednak częściej. Chyba, że nie przyjedzie w ogóle, co mi się kilka razy zdarzyło. Józefosław i Mysiadło są fajne, bo bliżej z nich do Piaseczna, które uważam za bardzo ładne i potem, do Zalesia, a nawet Warki. Sporo zielonych terenów, grzyby, ryby itp.

Media są Twoim naturalnym miejscem pracy. Tak to teraz wygląda. Czy zawsze tak było?

Prawie zawsze. Po maturze zacząłem studiować aktorstwo i kilka lat śpiewałem i tańczyłem na deskach Teatru Muzycznego w Gliwicach. Potem zainteresowałem się dziennikarstwem i już w trakcie studiów na Uniwersytecie Śląskim zacząłem pracować w swoim fachu. Radio Plus, Radio Katowice, Trybuna Śląska, w końcu TVP Katowice. Przeszedłem cały szlak, od klasycznej gazety przez radio do telewizji. A aktorskie doświadczenia opisałem w najnowszej książce ,,Sztukmistrz w Tczewie. Poradnik skutecznego mówieniaˮ. W przyrodzie nic nie ginie, więc okazało się, że scena i studio mają wiele wspólnych cech. Sam to najlepiej wiesz – jako aktor. (śmiech)

fot.Mateusz Wolski

fot.Mateusz Wolski

Większość naszych sąsiadów (włączając nas samych), to przyjezdni. Jak można budzić w nich przywiązanie do swoich małych ojczyzn, w których żyją?

Wydaje mi się, że od kilku lat trwa moda na lokalność. Robię dużo programów podróżniczych i turystycznych, i wszędzie widzę, jak bardzo ludzie są dumni ze swojej małej ojczyzny. Z jednej strony młodzi ludzie mają marzenia, żeby emigrować do większych ośrodków. Z drugiej jednak podmiejskie osady, to niemal miasta w miastach. W naszym przypadku mamy szczęście, że jesteśmy z jednej strony niespełna w mieście, a z drugiej oddzieleni Lasem Kabackim, który daje poczucie prywatności. Mam wrażenie, widząc kolejne festyny i lokalne imprezy, że to już całe pokolenie, które nie tylko się tu urodziło, ale także wchodzi w wiek dorosły. Dla nich to prawdziwa ojczyzna. Podobnie dla nas i naszych rodziców, choć przyjechaliśmy za chlebem czasem z bardzo daleka.

Należysz do pokolenia, które dorastało praktycznie bez mediów elektronicznych. Jak oceniasz ich wpływ na dzisiejsze życie?

Absolutnie dominujący. Mogę nie oglądać telewizji, ale bez Internetu ciężko funkcjonować. Z drugiej strony, jeśli zachowa się równowagę i przeznaczy część dnia na jazdę na rowerze po okolicy, to można uznać, że wszystko jest w normie. Przygotowując się do programów, muszę korzystać z sieci, staram się natomiast w ogóle nie grać ani na komórce, ani na laptopie. Szkoda czasu na rozrywkę, która nie wnosi nic, poza nią samą.

Jeśli chodzi o Twoje najbliższe otoczeniena co chciałbyś mieć realny i największy wpływ?

Chyba jednak transport. Chciałbym, żeby kolejka szybciej jeździła. Gdybym miał taką możliwość to starałbym się, żeby remonty na linii radomsko-warszawskiej zaczęły się już dawno temu. Mielibyśmy możliwość jeździć do centrum, nie w 40, a w 20 minut. Cóż, lepiej późno niż wcale.

Czym jest „misja” zawodu dziennikarza? Jeśli w ogóle istnieje.

Istniała i istnieje. Ja ją pojmuję jako przekazywanie wiedzy, nieustanną edukację, pokazywanie plusów i minusów. Od 20 lat tak robię, w TVN24 i TTV, i wydaje mi się, że z dobrym skutkiem.

Jak byś nazwał dzisiejsze czasy?

Cytując Boba Dylana – czasy, które się zmieniają. (śmiech) Zawsze wydaje się, że kiedyś było lepiej, dlatego, nawet jeśli momentami mamy powody do narzekań, to za chwilę uznamy, że nie było tak źle.

Dziękuję za rozmowę.

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *