Inżynieria Wyobraźni

michalmalinowski_FF Wchodzę do MuBaBaO, czyli Muzeum Bajek, Baśni i Opowieści w Czarnowie. Gospodarz i dyrektor w jednej osobie, Michał Malinowski prowadzi mnie do dużej sali, w której roi się od egzotycznych instrumentów, głównie bębnów, gdzie na ścianie rzędem wiszą afrykańskie maski (dojdziemy do tego), a w kącie stoi maszyna do robienia wytłoczek z błyszczącej folii naklejanej na papierze. Michał pokazuje mi swoje papierowe teatrzyki, oglądam fragment kolekcji książek, w których po otwarciu wstają trójwymiarowe konstrukcje z papieru. Gdy schodzimy na dół, do krainy Bajkostworów, moim oczom ukazuje się niemal 100 m2 pokrytych miękkimi, olbrzymimi zabawkami. Dla demonstracji Michał rzuca się na nie tak, jak to robią za każdym razem przychodzące tu dzieci. Wracamy pogadać. Jako stolik pod dyktafon służy mi duży, afrykański bęben.

Jacek Sut: Przyszedłem porozmawiać z Tobą o wyobraźni…

Michał Malinowski: To piękny temat, najbliższy mi i najważniejszy. Kiedy ludzie mnie pytają, co robię – czy jestem etnografem, etnologiem, muzealnikiem, grafikiem komputerowym – mówię, że jestem inżynierem wyobraźni, bo to kryje w sobie wszystkie powyższe i innych wiele zawodów.

J.S.: W słowie „inżynieria” zaszyte są jednak nauki ścisłe.

M.M.: Jak najbardziej. Wydaje mi się, że mam także takie podejście. Kiedyś byłem laureatem olimpiady matematycznej i wszyscy myśleli, że będę matematykiem, a jednak wybrałem szkołę plastyczną. Na początku chciałem wyrażać się wyłącznie obrazem, wręcz bałem się mówić i nie lubiłem tego, aż w końcu życie postawiło mnie przed publicznością i musiałem zabrać głos. No i musiałem zacząć opowiadać.

J.S.: Wspominałeś o etnografii, etnologii…

M.M.: Byłem rok na wydziale Folkloru i Mitologii na Harvardzie. Poza tym wiele podróżuję do innych krajów, innych kultur i etnografia we mnie na pewno jest. Jednocześnie zobaczyłem też, że nie ma jednej szkoły etnografii i każdy badacz powinien swoje metody tworzyć samemu. Tak właśnie staram się pracować; wyznaczać nowe ścieżki, którymi dochodzę do nowych rezultatów.

Faso_Jigi_wmuzeumbajek

J.S.: Spotykamy się w Muzeum Bajek, Baśni i Opowieści, co oznacza, że zajmujesz się tą częścią kultury, która nie posiada reprezentacji w postaci eksponatów, przedmiotów czy nawet książek.

M.M.: Muzeum powstało właśnie po to, żeby zebrać to, co jest niematerialne i ulotne w kulturze. To jest żywe miejsce spotkań z żywym człowiekiem. Bajki i opowieści podróżowały zawsze z opowiadaczami i ulegały ciągłym przekształceniom. Bajka usłyszana w Indiach docierała tutaj, gdzie była adaptowana do tutejszych warunków i pojęć. Moją misją jest pobudzać wyobraźnię słuchaczy i sprawić, żeby opowieści funkcjonowały tu i teraz, a następnie w przyszłości.

J.S.: Czy mówimy o ciągłości kulturowej? Mam wrażenie, że młode pokolenia żyją w przeświadczeniu, że przed nimi nic nie było, że wszystko dzieje się za ich życia po raz pierwszy.

M.M.: Nie są w stanie sobie wyobrazić, że istniał świat bez smartfonów, tabletów i nowych mediów. Kiedy tworzyłem muzeum jednym z podstawowych zadań, jakie sobie stawiałem było rejestrowanie uciekających treści za pomocą nowych mediów, a teraz bardziej zależy mi na tym, żeby ludzie przez te trzy, cztery, pięć godzin mogli tu żyć bez tych „udogodnień”. Początkowa idea pokazywania wszystkiego na ekranach trochę zblakła, choć jej nie porzuciłem, ale teraz bardziej interesuje mnie to, jak zainteresować młode pokolenie byciem tu i teraz.

Klocki_szkola

J.S.: I można?

M.M.: Można sprawić, żeby przez te kilka godzin ludzie, młodsi i starsi, skupili się na opowieściach, które mają w sobie. Najpierw ja opowiadam, a potem próbuję wydobyć historie z ludzi. Muszą je stworzyć i się nimi podzielić. Przy pomocy różnych środków.

J.S.: Używacie rekwizytów? Jak blisko jest to teatru?

M.M.: Opowiadanie i teatr to są dwie odmienne rzeczywistości. Oczywiście w opowiadaniu wykorzystuje się pewne elementy wizualne. Podróżując po świecie, zbierając bajki, natknąłem się na wiele sposobów opowiadania obrazkowego. W Indiach, do opowieści Kawad, tworzy się ołtarzyki, które opowiadacz nosi z wioski do wioski, w Japonii istnieje tradycja obwoźnych Kamishibai, czyli teatru na papierze, a w północnej Angoli opowiada się kreśląc na piasku, w Peru z kolei wykorzystuje się pestki, a w Indonezji korę, na której rysuje się kształty i zapisuje opowieść. Te wszystkie doświadczenia, które mam, plus wykształcenie pozwalają mi prowadzić muzeum w zupełnie inny sposób niż to jest znane powszechnie na świecie. Staram się zaangażować zmysły.

J.S.: Oprócz bajek proponujesz swoim gościom inne kreatywne treści.

M.M.: Wszelkie działania krążą wokół bajek. Nawet, gdy rozdaję klocki MuBaBaO, które sam wymyśliłem i stworzyłem, to zabawa polega na tym, żeby zbudować budowlę i stworzyć wokół niej opowieść. Klocki mają wesprzeć myślenie narracyjne.

J.S.: Rozmawiałem dziś ze znajomym i kiedy opowiedziałem mu o Twoich klockach stwierdził, że to wspaniały temat na imprezę integracyjną dla korporacji. Zdarzało Ci się dawać klocki dorosłym?

M.M.: Zdarzało. Pamiętam jedną z takich imprez, było to w sobotę rano. Wyobraź sobie jak wszyscy mnie na wstępie lubili. Zamiast wolnego weekendu zagnano ich na jakieś zajęcia z klockami. Najpierw opowiedziałem mit o budowaniu wieży Babel, a potem oni mieli budować swoje wieże. Poszło świetnie i przy okazji wszystko powychodziło; kto jaki jest, jak pracuje i z kim.

IMG_2282

J.S.: Jakie jest Twoje marzenie?

M.M.: Jestem w trakcie budowania tego muzeum, tworzenia i walki, żeby to przetrwało, a że coraz więcej ludzi tu trafia, więc może stworzę je takim, jakie sobie wymarzyłem na początku. Chciałbym, żeby to miejsce żyło, żeby ludzie o nim wiedzieli, żebym mógł dzielić się opowieściami i jednocześnie wartościami, które w tych opowieściach są.

J.S.: Dobra pointa. Dziękuję za rozmowę.

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *