Siła uśmiechu

Moja nauczycielka tajskiego mówi “odmawiaj z uśmiechem”. W tym stwierdzeniu mieści się filozofia tego języka, komunikacji, relacji i nieporozumień.

Uśmiech w Tajlandii jest wszechobecny. Towarzyszy sporom drogowym, pracy, przywitaniu i pożegnaniu. Podobno policzono, że istnieje 2000 rodzajów tajskiego uśmiechu. Żeby go przyjąć, zaakceptować i zrozumieć potrzeba odrobiny pokory. I tak na przykład wchodząc do sklepu w Tajlandii próbujemy dowiedzieć się gdzie stoi mleko. Nasza pierwsza próba po tajsku wywołuje chichot ekspedientek. Zgrabnie przechodzimy na angielski, żeby się dalej nie ośmieszać. Wśród ekspedientek zapada chwila ciszy, długa wymiana melodyjnych zdań po tajsku, a następnie salwa śmiechu. Przechodzimy więc na uniwersalny, tak nam się wydaje, język gestów i powtarzamy słowo Milk na wszystkie sposoby próbując nawet akcentować je po tajsku, żeby było lepiej zrozumiane. Śmiechom nie ma końca. Teraz my już też padamy ze śmiechu, aż w końcu ekspedientka doprowadza nas licznymi zakamarkami do ukrytej w kącie lodówki i z tryumfem wykrzykuje „NM!”. I wszyscy z postronnymi klientami włącznie wybuchają śmiechem.

Uśmiech jest kluczem

Uśmiecha się pani na skuterze, która o mały włos potrąciłaby nas na pasach, bo wjechała pod prąd zza węgła. Uśmiechają się ogrodnicy i budowniczowie drogi. Czasami jest to uśmiech zmartwienia, czasem odmowy, zażenowania lub klęski. Jest jednak niezbędny w ludzkich relacjach jako część tamtejszego języka.

Bardzo trudno jest zrozumieć zaprzeczenie, któremu towarzyszy uśmiech. Można by to porównać z negacją przy jednoczesnym kiwaniu głową góra-dół. Stąd zdarzające się komiczne pomyłki.

Nie mamy tego dania, mówi kelner z uśmiechem zażenowania, który my odbieramy za potwierdzenie. Czekamy pół godziny przy stoliku, nic się nie dzieje, kelner nie chce nas pośpieszać, ani martwić brakiem kurczaka, więc się cały czas uśmiecha. Dla przeciętnego Europejczyka, dla którego uśmiech jest luksusem dawkowanym w małych ilościach, jest oczywiste, że kelner przyjął zamówienie. Zanim sytuacja się wyjaśni, mijają długie minuty, Europejczyk więdnie głodny, a kelner w końcu wysyła po sąsiada, który wpadnie i z uśmiechem stwierdzi: “No have”.

To nie Polska

Problemu z akceptacją tajskiego uśmiechu można dopatrywać się w naszej kulturze. Te salwy śmiechu na stoiskach z warzywami, na nasze nędzne próby wyśpiewania tajskiej melodii w nazwach sałaty i bakłażana to nic innego tylko wielka sympatia jaką nas darzą ci niezwykle serdecznie gospodarze. Żeby wierzyć w to, że nie jesteśmy obśmiewani trzeba się otworzyć, zrozumieć, że jesteśmy w innym kraju i innych okolicznościach i teraz to oni dyktują warunki. Jak już to pojmiemy, to nie pozostaje nam nic innego jak tylko uśmiechać się od ucha do ucha i brnąć przez codzienność, która z tajemnych powodów przestaje być szara.

A.B.

Postscriptum

Pracownik myjni za sprawdzenie ciśnienia w kołach i dolanie płynu do spryskiwaczy nie chce przyjąć żadnych pieniędzy. Prosi koleżankę, żeby przetłumaczyła krótkie zdanie: “Smile is enough”.

Nasza autorka od niedawna mieszka w Tajlandii gdzie zajmuje się zgłębianiem tamtejszej kultury i historii. Swoimi codziennymi obserwacjami będzie się dzielić na łamach Sąsiadów. 

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *