Ogólnopolski Konkurs „Piaseczyńskie rzeźby Józefa Wilkonia”

Fundacja ARKA im. Józefa Wilkonia, Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Piaseczno, Centrum Kultury w Piasecznie oraz Biuro Promocji Urzędu Miasta i Gminy Piaseczno ogłaszają ogólnopolski konkurs „Piaseczyńskie rzeźby Józefa Wilkonia”. Termin składania prac 25.06-3.09.2018.

Konkurs odbywa się w czterech kategoriach: praca plastyczna, fraszka, fotografia i nadanie imion zwierzętom. Jedna osoba może brać udział w jednej kategorii.

Praca plastyczna

W konkursie plastycznym mogą wziąć udział dzieci z przedszkoli oraz uczniowie klas I-III Szkół Podstawowych. Każdy Uczestnik może zgłosić jedną pracę plastyczną na temat „Piaseczyńskie rzeźby Józefa Wilkonia”. Technika dowolna, wymiar pracy: A3.

Fraszka

Zadanie konkursowe polega na ułożeniu fraszki dotyczącej piaseczyńskich rzeźb Józefa Wilkonia. Liczba znaków dowolna. Każdy Uczestnik może zgłosić jedną fraszkę. Konkurs przeznaczony dla wszystkich grup wiekowych.

Fotografia

Zdjęcia mogą być zarówno w poziomie, jak i w pionie, kolorowe, czarno-białe i w sepii, bezwarunkowo w postaci elektronicznej jak największej rozdzielczości (4128×3096). Można zgłosić 4 zdjęcia, każde innego zwierzęcia. Konkurs przeznaczony dla wszystkich grup wiekowych.

Nadanie imienia

Zadanie dotyczące wymyślenia imion dla rzeźb zwierząt autorstwa Józefa Wilkonia. Należy podać jedno imię dla jednego zwierzęcia – łącznie sześć imion (zwierzęta: tur, niedźwiedź, dwa dziki, lwica z lwiątkiem). Konkurs przeznaczony dla wszystkich grup wiekowych.

Nagrodami w konkursie będą: Grafika Józefa Wilkonia, bony upominkowe, książki z autografem Józefa Wilkonia.

Patronat Honorowy nad konkursem objęli: Burmistrz Miasta i Gminy Piaseczno oraz Starosta Piaseczyński.

Szczegóły regulaminu i karta zgłoszenia do konkursu na stronie: http://www.biblioteka-piaseczno.pl/wordpress/ogolnopolski-konkurs-piaseczynskie-rzezby-jozefa-wilkonia/

Biblioteka w Józefosławiu

RACHUNKI KRZYWD

Mijają tygodnie, a burza wokół nieszczęśliwych sformułowań zawartych w nowelizacji ustawy o IPN nie gaśnie. Mimo, że to temat dzisiaj polityczny, postanowiłem zaryzykować i wtrącić swoje publicystyczno – historyczne trzy grosze, ufnie licząc na to, że służby nie skorzystają z art. 55a powyższej ustawy, by pewnego pięknego dnia wyprowadzić mnie z domu w kajdankach o szóstej rano.

A teraz już obiecane refleksje. Pierwszy grosz wrzucam do koszyczka tzw. światowej opinii publicznej w sprawie unicestwionych w czasie okupacji 6-ciu milionów obywateli polskich. Podkreślam, oni wszyscy byli obywatelami II RP. Dlaczego więc dzisiaj niektóre kręgi dzielą pomordowanych na Żydów i Polaków, tym ostatnim skąpiąc nawet określenia „Holokaust”. Przecież zagłada na terenach polskich objęła przedstawicieli obu narodów w równym stopniu. Dlatego nie dziwię się, że w książce wydanej w Stanach w 1986r. pt. „Zapomniany Holokaust” profesor Richard Lukas zaapelował do amerykańskich środowisk żydowskich, ale jednocześnie opiniotwórczych, o obiektywizm. W oczach tych środowisk – protestuje profesor – „Polacy są tylko tłem dla Holokaustu”. Dlaczego?

Belka w oku

Dlaczego w USA nikt nie interesuje się rozporządzeniem generalnego gubernatora Hansa Franka, dla okupowanych ziem polskich z 15 października 1941r. o karze śmierci dla Polaków udzielających schronienia Żydom. Społeczność światowa ignoruje ten fakt albo jest on celowo przemilczany. Gdzie indziej stosowano tylko więzienie. A teraz kilka liczb: Polaków ratujących Żydów zginęło z rąk niemieckich ponad 5 tysięcy (Anna Poray-Wybranowska, „Those Who Risked Thier Liveg”, Chicago 2008), natomiast Teresa Prekerowa twierdzi, że w akcje ratowania Żydów zaangażowanych było ponad 360 tys. Polaków („Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie w latach 1942-45”, Warszawa 1982). Fakty te znalazły egzemplifikację w Yad Vashem, gdyż to tam właśnie, w Lesie Jerozolimskim posadzono w hołdzie Polakom najwięcej, bo 6706 drzewek wdzięczności. A o ilu takich zdarzeniach nic nie wiemy? Byłem na Wzgórzach Herzla, zwiedziłem Muzeum Holocaustu, dotknąłem drzewka poświęconego moim wspaniałym teściom Jadwidze i Leopoldowi Niewiadomskim, którzy pomogli w przetrwaniu 24 Żydom. Dlaczego tak mało uratowaliście naszych braci – padają pytania zza oceanu? I tu konsternacja. Jak zmierzyć wiedzę i wrażliwość pytających? Jaki był wkład ich ojców i dziadów w dzieło ratowania współbraci wyznania mojżeszowego? (zaledwie pięć drzewek w Jerozolimie!), jak można szukać drzazgi w oku innych, nie dostrzegając belki we własnym? Zadziwiające!

Ziarno z plewami

Awantura na świecie, pomimo czynionych prób rozładowania napięcia wokół uchwalonej na kolanie kontrowersyjnej noweli, nie milknie. Premier niestety, w Monachium spotęgował jeszcze emocje, zupełnie nie zwracając uwagi na stosowność używanych określeń. No bo jak można porównywać inspirujący i wykonawczy wkład Niemców w Holokaust do sprawczego, lecz ograniczonego współudziału Żydów? Rażą mnie proporcje. My Polacy wiemy doskonale, że ani my, ani oni nie byli bez winy. O nas za chwilę, a teraz przypomnę aktywność zbrodniczych judenratów w gettach, okrutne policje żydowskie pałkami formujące szeregi skazańców do transportów śmierci. Dalsze przykłady? Proszę, choćby Piaseczno! Tu także w sierpniu 1940r. zorganizowano getto w południowej części miasta, zamykając tę nację w kwadracie ulic Krótka –Świętojańska – Czajewicza, aż po Nadarzyńską. Tu również utworzono judenrat. Jakie tam zapadały decyzje? Niestety protokoły z posiedzeń litościwie zniszczyła wojna, ale pozostały strzępy świadectw. Na polecenie narzuconego miastu przez okupantów burmistrza Karola Roschildta wspomniana Rada Żydowska opracowała nieludzki plan przemarszu w styczniu i lutym 1941r., w łachmanach, 3,5 tysiąca swoich współbraci podzielonych po 500 osób, z Piaseczna do getta warszawskiego. Cały majątek i dokumenty osobiste kazano nędzarzom, odartym z podmiotowości pozostawić w punktach judenratu. Czy można założyć, że te okrutne działania wynikały z niewiedzy władz żydowskich, co do dalszego losu pobratymców? Niektórzy tak twierdzą, natomiast znana pisarka i myślicielka żydowska XX w., Hannah Arendt ostro potępiła Żydów za kolaborację z Niemcami: „Dla Żydów, rola jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwianiu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii”. Taką prawdę zawarła w swej książce pt. „Eichman w Jerozolimie”, Kraków 1987, s.151. (A jak już padło nazwisko Eichman, to przypominam, że degenerat ów wywodził się z rodziny żydowskiej i odegrał niepoślednią rolę w niszczeniu własnego narodu). Czyli co? – premier miał rację. Ale chciałoby się jednocześnie zawołać: „znaj proporcje mocium panie!” i bacz na to do kogo, w jakim czasie i co mówisz. I tu nie chodzi tylko o oburzenie w Izraelu, ale jeszcze bardziej o żywotne interesy naszego kraju ulokowane w dobrych stosunkach z USA. A lobby żydowskie w tym kraju natychmiast uruchomiło młyny mielące ziarna z plewami. Czy o to chodziło w tej awanturze?

Teraz będzie o nas. Uderzmy się w piersi. Jeśli nasi starsi bracia w wierze mają coś za pazurami, to Polacy upaprali się jeszcze bardziej. Niech przemówią fakty, subiektywne bez wątpienia, ale osobiście mi znane. Jako dziecko wielokrotnie słyszałem rozmowy rodziców (oboje w AK) o pewnym znajomym, który trudnił się szmalcownictwem. Termin ten szybko stał się dla mnie w pełni zrozumiały, gdy dowiedziałem się, że mój wuj Julian Jerzy Gójski, szef dywersji AK w Skierniewicach, zaraz po wojnie został opluty i posądzony o bliskie kontakty z Niemcami za wykonywane na nich egzekucje, co zakończyło się jego dwuletnią zsyłką do krainy białych niedźwiedzi. Powód: wykonując wyroki śmierci musiał zbliżać się do skazanych – diagnoza: agent gestapo. Dodatkowo „obciążał” go fakt eliminowania szmalcowników, co nie było mile widziane w organach UB, zasilających swoje szeregi degeneratami. Szerzej potraktował problem historyk Mirosław Traczyk, wspominając okupacyjne pogromy. Uważa, że tej sprawy nie można ograniczyć jedynie do Jedwabnego, Goniądza czy Wąsoszy, gdyż np. tylko w 1941r. odnotowano kilkadziesiąt podobnych przypadków w wielu polskich miejscowościach („Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”, Wydawnictwo RM, (e-book), 2015). Czy znamy podłoże tych zdarzeń? Tak, zawsze takie samo: szczucie jednych przeciwko drugim; banalizowanie zachowań radykalnych, antysemickich i skrajnie prawicowych, a także chciwość i chęć wykorzystania sytuacji do swoich celów. Żydom m. in. zarzuca się kolaborowanie z NKWD przy tworzeniu list proskrypcyjnych wymierzonych w Polaków w 1939r., a Polakom getta ławkowe, bojkoty sklepów żydowskich, czy zwyczajny bandytyzm na ulicach w II RP. (Newsweek z 19.04.2013r.: „W ciągu tylko jednego miesiąca, od 15 czerwca do 15 lipca 1938r., w Warszawie ciężko pobito 242 Żydów, a zabito czterech”). Tego nie zrobiły krasnoludki!

Powtarzam za Wł. Broniewskim: „Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt…” I bratnia krew lała się strumieniami. Profesor Andrzej Żbikowski z Żydowskiego Instytutu Historycznego ocenia, że z rąk Polaków zginęło więcej Żydów niż zostało przez nich uratowanych. Dyrektor tegoż Instytutu Paweł Śpiewak uściśla szacunki: „…z rąk Polaków zginęło w czasie wojny 120 tys. Żydów” („Rzeczpospolita” z dnia26.11.2011r. ). W 2018r. problem dostrzegł klasyk celnych konkluzji stwierdzając: „Diabeł podpowiada nam antysemityzm”. Groza.

Jan R. Krzyżewski

Czerwiec

Stara prasłowiańska nazwa szóstego miesiąca roku (także czyrzw, czyrw, czyrwotoczyna, czerwotocz). Wywodzi się ona od nazw rośliny i związanej z nią larwy. Ale po kolei.

Czerwiec trwały, niepozorna roślina z goździkowatych, rosnąca na piaskach i ugorach, o zielonkawych kwiatach była zawsze, a zwłaszcza do końca XVI w. bardzo popularna na terenach polskich. Do jej korzeni przyczepiał się owad czerwiec polski. Jego larwy o barwie blado czerwonej wiosną wychodziły na chwilę na powierzchnię ziemi. Wtedy całe wsie ruszały na pola czerwcowe – wykopywano rośliny, ich korzenie otrząsano na rozłożone płachty i z powrotem zakopywano. Zebrane poczwarki suszono na słońcu lub w piecu do pieczenia chleba. I tak otrzymywano bardzo trwały purpurowy barwnik, głównie do farbowania płótna, a zwłaszcza na królewskie płaszcze i suknie zamożnych dam. Malarze sporządzali z niego farby. W Rusi kolorowano nim wódkę i wino, barwiono koniom ogony i leczono różne choroby.

Obfitość czerwca na ziemiach polskich przyczyniła się nie tylko do nadania nazwy okresowi jego pozyskiwania, ale także prawdopodobnie spowodowała, że kolor szkarłatny stał się w czasach Piastów wręcz narodowym.

Uzyskiwany barwnik był wówczas jedynym w Europie. Stał się więc na kilkaset lat naszym największym towarem eksportowym. Droższy i dużo łatwiejszy w transporcie niż drewno, zboże, bursztyn czy sól był sprzedawany na tereny dzisiejszych Niemiec, Włoch, Francji i Anglii. Ważnymi odbiorcami było Imperium Osmańskie i Armenia. Tam stosowano go do kolorowania safjanów (wyprawionej skóry koziej).

Po odkryciu Ameryki handel czerwcem polskim załamał się w pierwszej połowie XVII w. Zastąpiono go bowiem barwnikiem tańszym, a zarazem dającym trwalszą barwę, mianowicie koszenilą z pluskwiaka żerującego na kaktusach (opuncjach) w Meksyku.

Obecnie nazwa “czerw” nadal funkcjonuje jako fachowa nazwa larw niektórych owadów, a pszczelarze od dawna określają tak stadia rozwojowe pszczoły. Stąd także przypuszczenie, że miesiąc pojawiania się czerwi w barciach wziął nazwę właśnie od nich (lub od czasownika czerwić się, czyli lęgnąć).

W medycynie i weterynarii „czerwie chirurgiczne” wykorzystuje się od starożytności do leczenia ran. Na Dalekim Wschodzie czerwie stanowią przysmak i składnik lekarstw.

A tak przy okazji – angielska nazwa miesiąca czerwca (June) to hołd dla rzymskiej bogini Juno, patronki małżeństw oraz kobiet. Jej imię pochodzi od łacińskiego „juvenis”, oznaczającego „młodych ludzi”. Czas ten był bowiem utożsamiany z godami i miłosnymi wybrykami.

Życzę wszystkim Państwu danego czerwca i całych wakacji.

Renata Nowacka

Okiem grafika

Niewiele rzeczy na świecie potrafi inspirować tak, jak robi to wyobraźnia dziecka. O tym, dlaczego warto z niej korzystać i w dorosłym wieku oraz czym jest praca dla dzieci i z dziećmi opowiada Piotr Karski – grafik, projektant, autor i ilustrator książek dla dzieci, rodzinnie związany z Julianowem.

Co wpisujesz w rubryki ,,Wykształcenie” i ,,Zawód wykonywany”?

Wykształcenie: Grafik – projektant. Skończyłem grafikę na warszawskiej ASP, specjalizacja projektowanie graficzne i projektowanie książki.

Zawód wykonywany: Projektowanie książek dla dzieci, choć lepiej pasowałoby „książkorób”, bo niektórzy rozumieją przez projektowanie samo tworzenie projektu graficznego, a ja zajmuję się robieniem książek w szerszym znaczeniu.

Ostatnie Twoje dwie książki ,,W góry!” i ,,W morze!” były przez Ciebie wymyślone, napisane i narysowane. Skąd taka potrzeba?

Pierwsze powstały „W góry!”. Z pomysłem na książkę wyszło Wydawnictwo Dwie Siostry z którym współpracuję odkąd skończyłem Akademię. Wydawczynie poprosiły mnie o stworzenie edukacyjnej książki aktywnościowej o górach. Wakacje najczęściej spędzam na górskich ścieżkach. Tam też powstawały pierwsze szkice do książki. Na szlakach nie raz słyszałem pytania dzieci i obserwowałem zakłopotanie rodziców, którzy szukali na nie sensownych odpowiedzi. Książka miała ten głód wiedzy zaspokoić, ale nie w podręcznikowym stylu. Wymyśliłem ponad 100 aktywności, które w formie zadań plastycznych, gier i eksperymentów przybliżają dzieciom wiedzę o górach poprzez zabawę. Już na etapie powstawania książki zainteresowały się nią wydawnictwa zagraniczne i szybko stało się jasne, że powstanie też książka o morzu. Dziś obie książki wydane są w kilku językach, tłumaczą się na kolejne (w tym nawet na chiński!). W Polsce i w Austrii „W Góry!” nominowana była do tytułu Książki Popularnonaukowej Roku.

Są to książki przedstawiające bardzo szeroką wiedzę o górach i morzu. Oprócz plastycznych pomysłów, potrzebna była także ogromna wiedza merytoryczna. Jak przygotowywałeś się do pracy nad tym materiałem?

Praca nad każdą z książek trwała pół roku, z czego mniej więcej połowę czasu zajęło mi właśnie przygotowanie merytoryczne. Chciałem pokazać góry i oceany poprzez ich zoologię, botanikę, ekologię, geologię, kulturę – to wszystko brzmi bardzo poważnie, ale kluczowe było stworzenie lekkich i humorystycznych zadań opowiadających o tych wszystkich kwestiach. Oczywiście nie jestem naukowcem, specjalistą w tych dziedzinach, więc musiałem sam bardzo dużo się nauczyć. Czasem tworząc z pozoru proste ilustracje napotykałem na poważne wątpliwości. Na przykład wymyśliłem grę w dzięcioła i korniki poprzez którą opowiadam o niesamowitym życiu tych chrząszczy, którym politycy zrobili ostatnio bardzo czarny PR. Na ilustracji pojawiają się otwory wentylacyjne, które mama kornik wierci co jakiś czas w chodniku macierzystym, żeby larwy mogły od wyklucia się oddychać świeżym powietrzem. W opracowaniach dotyczących kornika drukarza, do których dotarłem, nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi jak mama rozmieszcza te otwory. Tu z pomocą przyszli mi naukowcy z wydziałów leśnych (często autorzy opracowań, które czytałem). Napisałem do kilku, bo myślałem, że raczej nikt nie będzie zawracać sobie głowy jakąś książką dziecięcą – odpowiedzieli wszyscy! Takich sytuacji było więcej. Za każdym razem spotykałem się z dużą życzliwością naukowców. Każda z książek była też skrupulatnie weryfikowana przez świetną redaktorkę z wydawnictwa, na tym etapie ponownie potwierdzaliśmy wszystkie fakty. To książki przede wszystkim do zabawy, ale ich wartość merytoryczna musi być bez zarzutów. Edukacja to odpowiedzialne zajęcie.

Wiem, że prowadzisz warsztaty plastyczne dla dzieci w oparciu o te opracowania. Skąd pomysł na takie zajęcia?

Spotkania autorskie, na których robię dzieciom rysunkowe dedykacje są fajne, bo spotykam swoich czytelników, ale jeszcze fajniej jest z nimi podziałać. Jest to dla mnie też chwila oddechu, okazja do kontaktu z ludźmi w różnych częściach świata. Robienie książek to samotnicze zajęcie. Tworząc książkę wchodzę tak głęboko w dany temat, że potem stworzenie scenariusza warsztatów do tej książki przychodzi mi z łatwością. Potrzeba też trochę zdolności aktorskich, żeby dzieci weszły w tę opowieść i przez 60-90 minut bawiły się w górską czy morską wyprawę pełną przygód. Ostatnio staram się trochę ograniczyć liczbę tych zajęć, bo to jednak bardzo energochłonne zajęcie.

A w ogóle do czego potrzebna jest dzieciom nauka plastyki?

Wydaje mi się, że nauka plastyki powinna uwrażliwiać dzieci na ich otoczenie i uświadamiać, że mają na nie wpływ. Stół przy którym siedzą, łóżko w którym śpią, dom w którym mieszkają, rower którym jeżdżą, obraz który wisi w pokoju czy książkę którą czytają i oglądają – wszystko to ktoś wymyślił, narysował, zbudował, skonstruował, dobrał materiały, kolory, litery. Jeśli dzieci będą wrażliwe na te kwestie będą bardziej świadomie patrzeć na swoje otoczenie, będą je lepiej rozumiały i bardziej świadomie kształtowały w przyszłości.

Czy zaproponowałbyś jakieś zmiany w podejściu do tej edukacji najmłodszych nam, dorosłym?

Zaproponowałbym skupić się na zadaniach praktycznych. Zamiast malować na lekcji plastyki 25 identycznych misiów, wg narzuconego z góry przepisu zbudować wspólnie karmnik czy budkę dla ptaków, porozmawiać o użytych materiałach, zastanowić się czego potrzebują jej użytkownicy. Zastanowić się jaki problem w otoczeniu mnie irytuje – np. psie kupy na trawniku i stworzyć ulotki czy plakaty namawiające sąsiadów do ich sprzątania, porozmawiać o tym jak działa dobry plakat, a jak nachalna reklama.

Jak odbierasz obecny Julianów oczami grafika?

Julianów, to przyjemna, spokojna, zielona okolica. Większość domów powstała wg spójnych planów, które uchroniły okolicę od pstrokacizny materiałów elewacyjnych charakterystycznej np. dla okolic Piaseczna. Przeszkadzają mi wszędobylskie ogrodzenia, ale to ogólnopolska specyfika i chyba minie jeszcze sporo czasu nim przestaniemy się tak bardzo grodzić. Na szczęście w miastach osiedla fortece powoli odchodzą do lamusa.

Co możemy my sami, mieszkańcy, poprawić we wspólnej estetyce wokół nas?

Myślę, że dobrze by było namówić właścicieli reklam – banerów do bardziej wysublimowanej formy reklamy. Skuteczność reklamy nie tkwi w jej rozmiarze, a w dobrym pomyśle.

Z Piotrem Karskim rozmawiała Renata Nowacka

 

MUZYKA NA SKWERZE w Piasecznie

Zapraszamy serdecznie na cykl letnich koncertów plenerowych na Skwerze Kisiela:

14 lipca ( sobota) – godz. 18.00 – ENERJAZZER – Dixieland z Gliwic

Enerjazzer to grupa założona w roku 2007 przez puzonistę Adama Solskiego. Muzyka zespołu to stary, radosny jazz tradycyjny i nie jest to jeden stylistyczny posiłek, lecz urozmaicona uczta. Proponowane menu to: Ragtime, Blues, Dixieland, New Orlean’s, Chicago, a zwłaszcza danie królewskie – Swing. Na repertuar zespołu składają się między innymi takie projekty jak: BLUESLANDIA – inspirowana bluesem; POLANDIA – udowadnia, iż Polacy nie gęsi, swe standardy mają, a muzyka polska jest muzyką światowego formatu oraz BAJKOLANDIA – czyli jazzowe opracowania muzyki z filmów i bajek dla dzieci.

28 lipca ( sobota) – godz. 18.00 – BOSSA NORKAH

Bossa Norkah to projekt wokalistki Honoraty Kożuchowskiej do muzyki i tekstów znanego barda i poety Antoniego Murackiego. Do współpracy przy projekcie  Honorata zaprosiła znakomitych muzyków jazzowych ( Piotra Aleksandrowicza – gitara, Wojciecha Pulcyna – kontrabas i Krzysztofa Szmańdę – perkusja ) których usłyszymy podczas koncertu. Piękne polskie teksty otulone ciepłymi dźwiękami bossa novy.

11 sierpnia ( sobota) – godz. 18.00 – FLAMENCOLORES – Flamenco con Amor

Widowisko flamenco podczas którego wystąpią:

Zsofia Pirok – tancerka, choreograf, członek Flamen Corazon Arte

Andrzej  Lewocki –   gitarzysta flamenco

Magda Navarrete – wokalistka, tancerka, producentka muzyczna, trenerka głosu

Mateo El Galito – słowacki pianista, kompozytor, tancerz i śpiewak w jednej osobie

25 sierpnia ( sobota) – godz. 18.00 – KAPELA TIMINGERIU

Kapela Timingeriu to rodzinny zespół powstały z potrzeby doświadczania muzyki jako sytuacji w konkretnym miejscu, czasie i kontekście. Muzykowanie jest dla zespołu pretekstem do spotkania, sytuacją żywą i otwartą. Grają i śpiewają żywiołową, prowokującą do tańca interpretację muzyki cygańskiej, bałkańskiej i żydowskiej, tworząc nieskrępowaną atmosferę spotkania i zabawy. Początki grupy sięgają wyprawy muzycznej do Rumunii w 2009. Od tamtej pory zespół urósł o kolejnych amatorów muzycznych przygód, podróżując z instrumentami po całej Polsce i za granicą- stopem, na rowerach, barką czy samochodem.

W skład zespołu wchodzą: Katarzyna Kapela Timingeriu- skrzypce, śpiew, Jacek Timingeriu- akordeon, śpiew, Ewa Timingeriu- klarnet, śpiew, Jakub Kurek – trąbka, Jędrzej Kuziela – instrumenty perkusyjne,, Mikołaj Nowicki – kontrabas, Mateusz Rybicki – klarnet

WIECZORYNKI

Piaseczno, Skwer Kisiela/Zakątek Kultury (skwer pomiędzy Urzędem Gminy, a Przystankiem Kultura)

4 lipca (środa) – godz. 19.00 – „Baron Smog” – Krakowskie Biuro Podróży

18 lipca (środa) – godz. 19.00 – „Leśna przygoda , czyli na ratunek planecie” – Ptasie Melodie

22 sierpnia (środa) – godz. 19.00 – „ Piksel, czyli gość z krainy krasnoludków” – Maciej  Gąsiorek znany z programu Budzik jako Krasnoludek Piksel

29 sierpnia (środa) – godz. 19.00 – „Kolorowy Nos” – Klaun Piotrek

„Zakątek Kultury” – to miejsce klimatycznych spotkań z animatorami teatru i muzyki. Impreza przeznaczona dla całych rodzin.

NIE BRALI W KAMASZE, WIĘC GRAM

Rozmawiamy ze Stanisławem Biczysko, aktorem mieszkającym w gminie Lesznowola, który ma za sobą ponad 40 lat pracy w teatrach w wielu miastach w Polsce.

Jak to się stało, że wybrałeś aktorstwo?

W czasach, kiedy zdawałem do Szkoły Teatralnej po studiach był powszechny obowiązek służby wojskowej przez rok. Jako że nie chciałem posiąść sztuki zabijania ludzi, wybrałem uczelnię, po której do woja nie brali. Poważnie jednak mówiąc – z tym wojskiem to tylko pół prawdy, druga połowa to zainteresowanie poezją i człowiekiem, który się za poezją ukrywa. Dzieła sztuki, nie tylko pisanej, ale również muzyka, malarstwo są zawsze jakimś rebusem, tajemnicą, komunikatem, który trzeba dopiero odszyfrować, przymierzyć do własnego świata, własnej wrażliwości i wiedzy. Jeżeli postrzeganie jest funkcją wiedzy to, z całą pewnością, zrozumienie jest funkcją wrażliwości. Po to są szkoły, żeby się uczyć. Więcej wiesz – więcej rozumiesz, a fajnie jest rozumieć. W sumie to bardzo proste, by nie rzec, banalne, jednak kiedy ponad czterdzieści lat temu wybierałem tę drogę, decyzja była wynikiem przeczucia, a nie rozumowej kalkulacji.

No i nie brali w kamasze.

Nie.

Jak wyglądał Twój zawodowy debiut?

Nie wiem, nie było mnie na widowni. A tak na serio – pomijając czasy szkolne – pierwszy raz na scenę zawodowego teatru wszedłem ,,zastępczoˮ w teatrze jeleniogórskim. Była to sztuka w reżyserii Krystiana Lupy ,,Życie człowiekaˮ Andrejewa. Próbowałem w niej grać zdegenerowanego alkoholika w stanie ciężkiej neurozy. Na szczęście na scenie, jak to często u Lupy, było dość ciemno.
Następną premierą był ,,Androkles i lewˮ w reżyserii wielkiego Henryka Tomaszewskiego, tego od pantomimy. Magistra sztuki dostałem za Konrada w ,,Dziadachˮ, a potem poszłooo!!! Kilka lat temu zagrałem Leara w ,,Królu Learzeˮ i właściwie powinienem już raz na zawsze taktownie zejść ze sceny, niestety z dobrym zachowaniem zawsze miałem kłopot, więc ciągle jestem.

Kiedy aktor jest twórcą?

Raczej, kiedy BYWA twórcą. Niektórym się to nigdy nie zdarza, a jeśli już to jest to zwykle splot nieokreślonej ilości zdarzeń. To trudne pytanie o efekt motyla.

Czym jest rzemiosło w Twoim zawodzie?

Zestawem umiejętności, niezbędnikiem, który pozwala pobierać opłaty od ofiar na widowni. Praca aktora, wyjąwszy monodramy, jest pracą zespołową, rzadko się zdarza, że wszyscy aktorzy są w świetnej dyspozycji i ,,twórczymˮ natchnieniu. Najczęściej jedna lub parę osób jest w gorszej formie; bo mąż się nie odzywa, żona strzela fochy, dziecko choruje lub boli ząb. I wtedy przydaje się warsztat. Można ,,zreferowaćˮ rolę tak, żeby nie psuć efektu całości i pracy innych. Elementem warsztatu jest zdolność odtwarzania i zapamiętywania sytuacji scenicznych, zarówno tych widocznych, dotyczących akcji i sytuacji, jak i (co ważniejsze) uwarunkowań psychologicznych (psychicznych?), które nakręcają działanie osoby na scenie. Konstanty Stanisławski, wielki teoretyk i praktyk teatru, opisał tę sferę określając ją mianem warsztatu wewnętrznego aktora. Oczywiście warsztatem jest również dykcja, głos, umiejętność śpiewu, sprawność fizyczna, wyczucie formy i wiedza. Wszystkie te elementy są jednak środkiem, który służy przekazywaniu energii z głowy do głowy i z serca do serca, ale to jest teoria trochę dłuższa, bardziej złożona i żeby skomplikować – nie jedyna.

Co zadecydowało, że zamieszkałeś tutaj? I co Cię tu trzyma?

Ziemia była tania, a mieszkanie w centrum małe i żona uparta, poza tym zbudować dom to jak zasadzić drzewo albo i coś przyjemniejszego. Polacy, jak sama nazwa wskazuje, są z ,,polaˮ. Jako człowiek od dziecka ,,miejskiˮ chciałem doświadczyć w sobie Polaka, więc doświadczam.

Co chciałbyś zmienić tu i teraz? I jak byś to zrobił?

Wnioskując z profilu pisma chodzi pewnie o „tu” pod Piasecznem? Rozluźniłbym rodaków, rozweselił, rozjaśnił, „uuprzejmił”, ugrzecznił, spolszczył językowo, „umentalnił” światowo, wzbogacił, uzdrowił i założył porządny teatr, który dałby się kochać i w którym chętnie bym zagrał. Tymczasem ze zdumieniem zauważam, że w Piasecznie nie ma ani jednej sali, w której dałoby się zrealizować, choćby kameralne, przedstawienie w nazwijmy to, teatralnych warunkach. Czasem się zdarza, że w któreś gminie buduje się salę widowiskową, ale inwestorzy nie konsultują swoich działań z praktykami i wychodzą z tego niefunkcjonalne, z punktu widzenia sztuki scenicznej, przestrzenie. Zarządzanie kulturą to wielka sztuka, a zarządzanie sztuką wymaga wielkiej kultury.

Rozmawiał Jacek Sut

fot.archiwum Stanisława Biczysko

To już dzisiaj! 17 czerwca 2018! 5. Bieg i Piknik Rodzinny!

  1. Bieg Uliczny Józefosławia i Julianowa oraz Piknik Rodzinny

17 czerwca już po raz piąty spotkamy się na Pikniku Rodzinnym połączonym z Biegiem Ulicznym J&J. Zaczynaliśmy skromnie, w roku 2014, od pomysłu poznawania naszych miejscowości z perspektywy bardziej ludzkiej niż ta z okien samochodu. Chcieliśmy wspólnie cieszyć się zmianami na naszych ulicach. Szczęśliwie w Józefosławiu i Julianowie w tym temacie sporo się dzieje, więc udawało się co rok znaleźć taką trasę, która prowadziła przez kolejny nowy fragment ulicy. W tym roku naszą nowością będzie odnowiona ul. Ogrodowa (na razie tylko kawałek), rondo przy ul. Wilanowskiej i zupełnie nowa ul. Wenus! Cała trasa, jak widać na załączonej mapce, będzie miała 5 km długości i będzie wiodła ulicami: Ogrodowa, Cyraneczki, Wilanowską (tu pod górkę), Wenus, Julianowska (tu z górki), Cyraneczki i finisz na Ogrodowej z metą na zielonym terenie Politechniki Warszawskiej.

trasa biegu-mapa_big

Bieg główny będzie poprzedzony biegami dla dzieci, którym towarzyszą największe emocje. Podobnie jak w zeszłym roku, młodsze dzieci pobiegną na 400 m, a starsze na 800 m. Bieg na 5 km odbędzie się tradycyjnie od 16 do 17.00. Trasa jest wyraźnie oznaczona w terenie. Bardzo prosimy mieszkańców ulic, po których pobiegną biegacze o załatwienie swoich najpilniejszych spraw poza tymi godzinami. Po co się denerwować, lepiej w tym czasie posiedzieć w ogródku (w końcu to niedziela) lub jeszcze lepiej wybrać się na nasz Piknik.

Piknik Rodzinny odbędzie się na terenie Politechniki Warszawskiej przy ul. Ogrodowej 2a, a na nim jak zwykle dużo atrakcji – występy na scenie (szczegóły w programie), atrakcje dla dzieci organizowane przez licznych wystawców, dobre jedzenie na słono i słodko oraz dla dorosłych piwo i leżaki. Będzie też mnóstwo okazji do rozmów o tym, co się dzieje w naszej okolicy, co może i powinno się jeszcze zdarzyć. Będzie można wyrobić sobie na miejscu Piaseczyńską Kartę Mieszkańca (uprawnia m. in. do bezpłatnych przejazdów liniami L), zapoznać się z założeniami Uchwały Krajobrazowej, nad którą pracuje gmina, porozmawiać z radnymi Rady Miejskiej i przedstawicielami Urzędu Miasta i Gminy i Starostwa Powiatowego.

Na stoisku Stowarzyszenia Pomysł na Józefosław będzie można zakupić nowe koszulki z logo „I love Jó” oraz kolekcję koszulek biegowych i medali z zeszłych lat (trochę tego mamy…)

W tym roku nasz jubileuszowy bieg i piknik zbiegł się w czasie ze 100-leciem odzyskania niepodległości, więc będzie też kilka akcentów niepodległościowych np. kolorystyka i nadruki na koszulkach biegaczy czy pamiątkowy medal w kształcie Polski. Warto dla takich pamiątek wziąć udział w biegu! Dodatkowo dla miłośników historii i nie tylko, wystawa Ośrodka Karta „Droga do niepodległości”.

Na bieg zapisujemy się online na stronie www.datasport.pl. Cena pakietu 40/60/80 zł w zależności od terminu wpłaty.

Na koniec chciałabym wspomnieć o naszych darczyńcach, bez których nasza impreza nie mogłaby się odbyć. Są to: Gmina Piaseczno (GOSIR), Fundusz Sołecki Józefosławia (czyli mieszkańcy Józefosławia – brawo MY!), firma deweloperska MAKDOM oraz firma informatyczna HEXAGON. Organizacyjnie bardzo nas wsparli Politechnika Warszawska (gospodarz terenu), PWiK Piaseczno (woda dla biegaczy i agregaty), Stowarzyszenie Kondycja, Unilogo i Floslek (nagrody dla uczestników) oraz Hit Fit STUDIO, Straż Miejska, Policja i OSP. Serdecznie dziękujemy!

Czekamy na Was!

Organizatorzy – Stowarzyszenie Pomysł na Józefosław+ logo nasze

Masz pytania? Napisz do nas stowarzyszenie@pomyslnajozefosław.pl lub na FB

 

Rodo dzieciom

Dzieci, jako osoby szczególnie narażone na zagrożenia w internetowym świecie, od 25 maja 2018 r. zostaną objęte szczególną ochroną. Nie będą mogły m.in. samodzielnie wyrażać zgody na przetwarzanie danych osobowych – jeśli nie ukończyły 13 lat. W ich imieniu zgodę będą mogli wyrazić rodzice albo opiekunowie.

Jak jest obecnie?

Obowiązujące przepisy nie regulują zasad przetwarzania danych osobowych dzieci, korzystających z usług świadczonych drogą elektroniczną. Tym samym dziecko – niezależnie od wieku – bez trudu może założyć konto na platformie gier komputerowych, portalu społecznościowym, czy poczcie elektronicznej. Wprawdzie w regulaminach najczęściej są wskazane wymogi wiekowe, jednak przepisy nie obligują do weryfikacji wieku internauty.

Ochrona dzieci zgodnie z RODO

Sytuację tę zmieni, zbliżające się wielkimi krokami, unijne rozporządzenie zwane: „RODO” (Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), Dz.U.UE.L.2016.119.1, które reguluje granice wiekowe dzieci, uprawniające do wyrażania zgody na przetwarzanie danych osobowych.

Zgodnie z RODO, w przypadku usług społeczeństwa informacyjnego oferowanych bezpośrednio dziecku, zgodne z prawem jest przetwarzanie danych osobowych małoletniego który ukończył 16 lat. Dane młodszych mogą być przetwarzane, tylko w przypadku, gdy zgodę wyrazi lub zaaprobuje rodzic albo opiekun. Przy czym państwa członkowskie mogą ustanowić inny wiek, nie niższy jednak niż 13 lat.

Granica wiekowa w polskim prawie

Z możliwości tej skorzystał polski ustawodawca, który w art. 5 projektu ustawy o ochronie danych osobowych z 8 lutego 2018 r. wprowadził ograniczenie w zakresie możliwości samodzielnego wyrażania zgody na przetwarzanie danych osobowych w przypadku usług świadczonych drogą elektroniczną oferowanych bezpośrednio małoletnim, w stosunku do dzieci które nie ukończyły 13 roku życia. A zatem przetwarzanie danych osobowych w przypadku tych osób, możliwe będzie wyłącznie po uzyskaniu uprzedniej zgody ich przedstawicieli ustawowych (rodzice/opiekunowie) albo po niezwłocznym potwierdzeniu przez przedstawiciela ustawowego zgody wyrażonej przez taką osobę.

Dlaczego 13 lat?

Z uzasadnienia w/w projektu, wynika, że ustawodawca ustalając w/w wiek, kierował się przede wszystkim regulacjami Kodeksu cywilnego, zgodnie z którymi małoletni, który ukończył 13 lat ma ograniczoną zdolność do czynności prawnych. W konsekwencji może składać oświadczenia woli, z tym, że w pewnych sytuacjach do ich skuteczności wymagana jest zgoda przedstawiciela ustawowego.

Niezaprzeczalnie wprowadzenie granicy wiekowej zwiększy nadzór i możliwość decydowania przez rodziców/opiekunów o obecności ich dzieci w sieci internetowej, choć kwestią sporną może być przyjęty wiek.

Warto jednak mieć na uwadze, iż projekt będzie podlegał dalszym pracom. Ostateczne brzmienie przepisów nowej ustawy o ochronie danych osobowych może więc ulec zmianie.

Dodatkowe obowiązki administratorów

Z uwagi na wprowadzenie w/w granicy wiekowej, administratorzy będą zobowiązani do wdrożenia dodatkowych rozwiązań, umożliwiających zweryfikowanie czy osoba sprawująca władzę rodzicielską lub opiekę nad dzieckiem wyraziła zgodę lub ją zaaprobowała.

Dodatkowo będą musieli formułować wszelkie kierowane do dzieci informacje i komunikaty na tyle jasnym i prostym językiem, by dziecko mogło je bez trudu zrozumieć.

Katarzyna Borkowska

Radca prawny,

Członkini Okręgowej izby Radców prawnych w Warszawie. Specjalizuje się w prawie cywilnym, rodzinnym, gospodarczym, pracy, egzekucyjnym, administracyjnym oraz prawie o ochronie danych osobowych. Mieszkanka Józefosławia od 10 lat.