Otwarte ogrody

Wiosna w tym roku wybuchła pełnią zieleni i wszystkich barw dopiero około połowy maja. Cudownie wtedy było spacerować i zerkać na zadbane ogródki przydomowe, w których forsycje, magnolie, tulipany i wrzośce odpoczywały po kwitnieniu, a różnokolorowe różaneczniki cieszyły oko swą bujnością. Także zmysł powonienia zdawał się być zaspokojony, bo bzy, jaśminy, konwalie i akacje pachniały jak oszalałe. Później także róże w całej swej gamie rozwinęły się ku słońcu, delektując się latem…

Niektórzy z nas chowają te wszystkie cuda za podwójnymi nieraz płotami i szlabanami. O nich dziś nic nie napiszę. Są jednak miejsca, w których ludzie otwierają siebie i swoje ogrody dla innych.

„Otwarte ogrody”

Festiwal ten organizują kreatywni ludzie ukierunkowani na sztukę, malarstwo, rzeźbę, na piękno przyrody i wzajemnie na siebie samych. Chętnie i z atencją zaglądamy im w duszę i do rabatek, a oni z radością odkrywają swoje prywatne przestrzenie przed sąsiadami i przyjezdnymi według wskazań Jana z Czarnolasu: „Gościu siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie…” otrzymując w zamian dobre słowo i uśmiech.

My, w gminie Piaseczno również inspirujemy sąsiedzkie spotkania. Najbardziej znane jest z tego Zalesie Dolne, które zaprasza od lat dziesięciu, zawsze w ostatni weekend sierpnia. Np. w bieżącym roku można było odwiedzić wystawę sztuki w ogrodzie prof. Adama Myjaka, a w „Kolonii Artystycznej” zobaczyć obrazy między innymi Leszka Jampolskiego i Józefa Wilkonia. Zadowolenie było wypisane na buziach dzieci opuszczających wraz z rodzicami galerię przy ul. Dębowej, bo bajecznie kolorowy i fantastyczny świat zwierząt mistrza Wilkonia bez wątpienia zachwyca i fascynuje… Spotkanie z pisarkami literatury kobiecej, spektakle teatralne, wernisaże, ogrody historyczne, koncerty, z tym najważniejszym w „Domu Zośki”, wiążącym się z 90 rocznicą założenia tego „miasta-ogrodu”, oto dorobek wąskiego grona ludzi „pozytywnie zakręconych” z Towarzystwa Przyjaciół Zalesia Dolnego, skupionych wokół pani Miry Walczykowskiej – historyka sztuki i koordynatora Festiwalu.

fot.BPiI GP

fot.BPiI GP

Józefosław ma także swoje pierwsze, nieśmiałe propozycje. Chyba wszyscy mieszkańcy, choćby z okien autobusu lub biorąc udział w organizowanych tam imprezach, mieli okazję podziwiać ogrody Joanny Widaj. W sąsiedztwie blokowiska znajduje się warta obejrzenia prawdziwa enklawa soczystej, uporządkowanej, pięknej zieleni ze starym domem, stawem i kaczkami.

22256494_717153411828852_1503690384243240768_o

Co ciekawe, miasta ogrody wianuszka podwarszawskiego, do których należą również m. in. Konstancin-Jeziorna, Józefów, Milanówek, czy też miasto-ogród Sadyba, kontaktują się ze sobą, współpracują i rywalizują w dziedzinie najbardziej oryginalnych i najciekawszych propozycji festiwalowych. Bez wątpienia najbogatszą dotychczas ofertę zaprezentowała Podkowa Leśna, miasto ogród z najdłuższym stażem. Na początku czerwca też tam byłam, miód i wino piłam i do dzisiaj jestem zauroczona. Tegoroczny festiwal zorganizowano po raz 13. Przez pierwszy czerwcowy weekend spotykaliśmy się aż 45 razy w różnych miejscach.

20170604_121206_Migawka

Poczynając od ekspozycji zdjęć i ożywionych rozmów na temat zaprzyjaźnionego łotewskiego miasta ogrodu Meżaparks, poprzez warsztaty ceramiczne, mydlarskie, rękodzielnicze, także podróże w czasie dla dzieci, koncerty piosenek zespołu Cuf of Time i muzyki poważnej, wystawy obrazów m.in. prof. Andrzeja Tyszki, aż do spotkań bardziej nastrojowych i refleksyjnych. Dla mnie bardzo osobistą imprezą był wieczór literacki w Muzeum Iwaszkiewiczów w Stawisku, poświęcony rodzinie Krzyżewskich z Podkowy Leśnej. Spotkanie prowadziłam wraz z mężem Janem, autorem książki „Krzyżewscy – sekrety starej skrzyni”. Obecni mogli poznać dzieje tej patriotycznej polskiej rodziny i usłyszeć wiersze Juliusza Krzyżewskiego, poety tragicznego i żołnierza AK, który, podobnie jak Gajcy, Stroiński i Baczyński- młodzieńcy z pokolenia „Kolumbów”- unicestwiony został w czasie powstania warszawskiego.

20170604_141512

Wspominaliśmy losy aktorki Ewy Krzyżewskiej, córki Juliusza, a partnerki Zbyszka Cybulskiego z filmu „Popiół i diament”. A dlaczego w Stawisku? Otóż dlatego, że Juliusz od lat chłopięcych był zaprzyjaźniony z Jarosławem Iwaszkiewiczem i jego żoną Anną; nieraz dyskutowali na temat poezji i to właśnie pan Jarosław uwiecznił Juliusza w swoich „Odach olimpijskich”, pisząc w jaki sposób poległ on w ruinach kościoła św. Andrzeja na placu Teatralnym w Warszawie, trafiony kulą niemieckiego snajpera „w środek czoła”.20170604_115318_Migawka

Zbliża się jesień. Z konieczności zamykamy furtki tajemniczych ogrodów. Kolejny Festiwal już za parę miesięcy. Kto w tym roku nie zdążył, niech zaplanuje sobie takie wydarzenie na czas wiosenno- letni 2018r. Wrażenia estetyczne zapewnione.

I na koniec taka oto moja refleksja: nam, Polakom bardzo potrzebna jest większa otwartość na piękno, sztukę, historię i przyrodę, a także bliższa sąsiedzka współpraca i wzajemna życzliwość w naszych małych ojczyznach, czego Państwu i sobie życzę.

Hanna Krzyżewska, radna Rady Miejskiej Piaseczna

Pospaceruj po Józefosławiu i Julianowie

Dołącz do nas i wyrusz na spacer z lokalnym przewodnikiem. Wysłuchaj opowieści o Józefosławiu i Julianowie, czasach dawnych i mniej dawnych. Załóż wygodne buty, ewentualnie weź parasolkę, a co najważniejsze dobry humor J. Na zakończenie spaceru napijemy się herbaty i zjemy poczęstunek niespodziankę.

Zabierz na spacer aparat fotograficzny, aby wykonać współczesne zdjęcia miejscowości. Możesz także jeszcze zgłosić zdjęcia do konkursu „Portret Józefosławia i Julianowa”. Konkurs trwa do 30 września i czekają nagrody – karty prezentowe EMPIK. Szczegóły o konkursie: http://www.biblioteka-piaseczno.pl/wordpress/konkurs-fotograficzny-portret-jozefoslawia-i-julianowa/.

Harmonogram spacerów:

Spacer 1 „Tędy i owędy” 1.10 godz. 11.00

Spacer 2 „W te i wewte” 15.10 godz. 11.00

Spacer 3 „W tę i z powrotem” 22.10 godz. 11.00

Spacery trwają do 1,5 godziny. Zbiórka pod biblioteką.

Spacery organizowane w ramach projektu „Spacerkiem po Józefosławiu i Julianowie” przez grupę nieformalną „Owl Stories” we współpracy z głównym partnerem Biblioteką Publiczną Miasta i Gminy Piaseczno – Filia w Józefosławiu, dofinansowany ze środków Programu „Fundusz Inicjatyw Obywatelskich – Mazowsze Lokalnie” realizowanego przez Fundację Fundusz Współpracy, Stowarzyszenie BORIS oraz Stowarzyszenie Europa i My.

Partnerami projektu są: Stowarzyszenie Pomysł na Józefosław, Biuro Promocji i Informacji Gminy Piaseczno, Magazyn „Sąsiedzi”, „Gazeta Piaseczyńska”, „Przegląd Piaseczyński”.

plakat092017.cdr

Czasy się zmieniają

Rozmowa z Jakubem Poradą, mieszkańcem Mysiadła, dziennikarzem i reporterem telewizyjnym od lat związanym z TVN24.

Jacek Sut: Jak długo tu mieszkasz? I jak tu trafiłeś? Dlaczego?

Jakub Porada: 16 lat. Jak większość przyjezdnych do Warszawy przez kilka lat wynajmowałem kawalerkę, żeby po jakimś czasie dojść do wniosku, że lepiej spłacać swoje mieszkanie. Na Sadybie znalazłem siedzibę firmy Intrakt, która budowała nieruchomości w Nowej Iwicznej i zdecydowałem się z żoną, że zamieszkamy w tej dzielnicy. Co prawda okazało się, że mimo dobrych recenzji, deweloper zbankrutował i na plac budowy wkroczył syndyk, ale udało się jakoś uratować lokal. Zaczęło się zatem dramatycznie, ale dziś wspominam to jako koszmar z przeszłości.

Ile razy w życiu się przeprowadzałeś? Co teraz o tym myślisz? Co jest dobrego, a co złego w takiej „migracji”?

Warszawa to czwarte miasto, w którym mieszkam, po rodzinnych Kielcach, Gliwicach, w których grałem jako aktor w teatrze, i Katowicach, w których kończyłem z kolei studia i zacząłem pracę w telewizji. Przeprowadzki to nic złego. W Warszawie pojawiłem się jako 30-latek, po wygranym castingu na prezenterów i dziennikarzy TVN24. Miałem jedną walizkę i zaczynałem od początku. Mimo to, uważam, że zmiana miejsca potrafi działać mobilizująco. Daje energię i zapobiega gnuśnieniu.

Kiedy poczułeś się tu „jak u siebie”? Po czym to poznałeś?

Wydaje mi się, że ja zawsze czułem się tutejszy. Początkowo chciałem mieszkać w Warszawie, a najlepiej w samym centrum stolicy. Po roku 2004, kiedy przeniosłem się ,,pod miastoˮ, dostrzegłem, że odległość nie stanowi wielkiego problemu. Puławska często rano się korkuje, ale ja mam różne godziny pracy, więc mnie to na szczęście aż tak bardzo nie dotyczy. Zresztą jest jeszcze kolejka podmiejska, która w porównaniu z dekadą wcześniej jeździ jednak częściej. Chyba, że nie przyjedzie w ogóle, co mi się kilka razy zdarzyło. Józefosław i Mysiadło są fajne, bo bliżej z nich do Piaseczna, które uważam za bardzo ładne i potem, do Zalesia, a nawet Warki. Sporo zielonych terenów, grzyby, ryby itp.

Media są Twoim naturalnym miejscem pracy. Tak to teraz wygląda. Czy zawsze tak było?

Prawie zawsze. Po maturze zacząłem studiować aktorstwo i kilka lat śpiewałem i tańczyłem na deskach Teatru Muzycznego w Gliwicach. Potem zainteresowałem się dziennikarstwem i już w trakcie studiów na Uniwersytecie Śląskim zacząłem pracować w swoim fachu. Radio Plus, Radio Katowice, Trybuna Śląska, w końcu TVP Katowice. Przeszedłem cały szlak, od klasycznej gazety przez radio do telewizji. A aktorskie doświadczenia opisałem w najnowszej książce ,,Sztukmistrz w Tczewie. Poradnik skutecznego mówieniaˮ. W przyrodzie nic nie ginie, więc okazało się, że scena i studio mają wiele wspólnych cech. Sam to najlepiej wiesz – jako aktor. (śmiech)

fot.Mateusz Wolski

fot.Mateusz Wolski

Większość naszych sąsiadów (włączając nas samych), to przyjezdni. Jak można budzić w nich przywiązanie do swoich małych ojczyzn, w których żyją?

Wydaje mi się, że od kilku lat trwa moda na lokalność. Robię dużo programów podróżniczych i turystycznych, i wszędzie widzę, jak bardzo ludzie są dumni ze swojej małej ojczyzny. Z jednej strony młodzi ludzie mają marzenia, żeby emigrować do większych ośrodków. Z drugiej jednak podmiejskie osady, to niemal miasta w miastach. W naszym przypadku mamy szczęście, że jesteśmy z jednej strony niespełna w mieście, a z drugiej oddzieleni Lasem Kabackim, który daje poczucie prywatności. Mam wrażenie, widząc kolejne festyny i lokalne imprezy, że to już całe pokolenie, które nie tylko się tu urodziło, ale także wchodzi w wiek dorosły. Dla nich to prawdziwa ojczyzna. Podobnie dla nas i naszych rodziców, choć przyjechaliśmy za chlebem czasem z bardzo daleka.

Należysz do pokolenia, które dorastało praktycznie bez mediów elektronicznych. Jak oceniasz ich wpływ na dzisiejsze życie?

Absolutnie dominujący. Mogę nie oglądać telewizji, ale bez Internetu ciężko funkcjonować. Z drugiej strony, jeśli zachowa się równowagę i przeznaczy część dnia na jazdę na rowerze po okolicy, to można uznać, że wszystko jest w normie. Przygotowując się do programów, muszę korzystać z sieci, staram się natomiast w ogóle nie grać ani na komórce, ani na laptopie. Szkoda czasu na rozrywkę, która nie wnosi nic, poza nią samą.

Jeśli chodzi o Twoje najbliższe otoczeniena co chciałbyś mieć realny i największy wpływ?

Chyba jednak transport. Chciałbym, żeby kolejka szybciej jeździła. Gdybym miał taką możliwość to starałbym się, żeby remonty na linii radomsko-warszawskiej zaczęły się już dawno temu. Mielibyśmy możliwość jeździć do centrum, nie w 40, a w 20 minut. Cóż, lepiej późno niż wcale.

Czym jest „misja” zawodu dziennikarza? Jeśli w ogóle istnieje.

Istniała i istnieje. Ja ją pojmuję jako przekazywanie wiedzy, nieustanną edukację, pokazywanie plusów i minusów. Od 20 lat tak robię, w TVN24 i TTV, i wydaje mi się, że z dobrym skutkiem.

Jak byś nazwał dzisiejsze czasy?

Cytując Boba Dylana – czasy, które się zmieniają. (śmiech) Zawsze wydaje się, że kiedyś było lepiej, dlatego, nawet jeśli momentami mamy powody do narzekań, to za chwilę uznamy, że nie było tak źle.

Dziękuję za rozmowę.

Przebudowa ul. Julianowskiej w Piasecznie

W związku z przebudową ul. Julianowskiej w Piasecznie, od 22 września rano wprowadzony zostaje ruch jednokierunkowy na ul. Chyliczkowskiej, na pasie w stronę Konstancina – na odcinku od ul. Armii Krajowej do ul. Żeglińskiego.

Objazd od strony Konstancina do Piaseczna będzie możliwy ulicami Żeglińskiego i Julianowską.

Objazdem pojedzie również autobus 710.

Szczegóły na stronie ZTM: http://www.ztm.waw.pl/rozklad_nowy.php?c=182&l=1&q=710&d=2017-09-22

Za utrudnienia przepraszamy,

Powiat Piaseczyński.

Chyliczkowska - plan objazdu

Inżynieria Wyobraźni

michalmalinowski_FF Wchodzę do MuBaBaO, czyli Muzeum Bajek, Baśni i Opowieści w Czarnowie. Gospodarz i dyrektor w jednej osobie, Michał Malinowski prowadzi mnie do dużej sali, w której roi się od egzotycznych instrumentów, głównie bębnów, gdzie na ścianie rzędem wiszą afrykańskie maski (dojdziemy do tego), a w kącie stoi maszyna do robienia wytłoczek z błyszczącej folii naklejanej na papierze. Michał pokazuje mi swoje papierowe teatrzyki, oglądam fragment kolekcji książek, w których po otwarciu wstają trójwymiarowe konstrukcje z papieru. Gdy schodzimy na dół, do krainy Bajkostworów, moim oczom ukazuje się niemal 100 m2 pokrytych miękkimi, olbrzymimi zabawkami. Dla demonstracji Michał rzuca się na nie tak, jak to robią za każdym razem przychodzące tu dzieci. Wracamy pogadać. Jako stolik pod dyktafon służy mi duży, afrykański bęben.

Jacek Sut: Przyszedłem porozmawiać z Tobą o wyobraźni…

Michał Malinowski: To piękny temat, najbliższy mi i najważniejszy. Kiedy ludzie mnie pytają, co robię – czy jestem etnografem, etnologiem, muzealnikiem, grafikiem komputerowym – mówię, że jestem inżynierem wyobraźni, bo to kryje w sobie wszystkie powyższe i innych wiele zawodów.

J.S.: W słowie „inżynieria” zaszyte są jednak nauki ścisłe.

M.M.: Jak najbardziej. Wydaje mi się, że mam także takie podejście. Kiedyś byłem laureatem olimpiady matematycznej i wszyscy myśleli, że będę matematykiem, a jednak wybrałem szkołę plastyczną. Na początku chciałem wyrażać się wyłącznie obrazem, wręcz bałem się mówić i nie lubiłem tego, aż w końcu życie postawiło mnie przed publicznością i musiałem zabrać głos. No i musiałem zacząć opowiadać.

J.S.: Wspominałeś o etnografii, etnologii…

M.M.: Byłem rok na wydziale Folkloru i Mitologii na Harvardzie. Poza tym wiele podróżuję do innych krajów, innych kultur i etnografia we mnie na pewno jest. Jednocześnie zobaczyłem też, że nie ma jednej szkoły etnografii i każdy badacz powinien swoje metody tworzyć samemu. Tak właśnie staram się pracować; wyznaczać nowe ścieżki, którymi dochodzę do nowych rezultatów.

Faso_Jigi_wmuzeumbajek

J.S.: Spotykamy się w Muzeum Bajek, Baśni i Opowieści, co oznacza, że zajmujesz się tą częścią kultury, która nie posiada reprezentacji w postaci eksponatów, przedmiotów czy nawet książek.

M.M.: Muzeum powstało właśnie po to, żeby zebrać to, co jest niematerialne i ulotne w kulturze. To jest żywe miejsce spotkań z żywym człowiekiem. Bajki i opowieści podróżowały zawsze z opowiadaczami i ulegały ciągłym przekształceniom. Bajka usłyszana w Indiach docierała tutaj, gdzie była adaptowana do tutejszych warunków i pojęć. Moją misją jest pobudzać wyobraźnię słuchaczy i sprawić, żeby opowieści funkcjonowały tu i teraz, a następnie w przyszłości.

J.S.: Czy mówimy o ciągłości kulturowej? Mam wrażenie, że młode pokolenia żyją w przeświadczeniu, że przed nimi nic nie było, że wszystko dzieje się za ich życia po raz pierwszy.

M.M.: Nie są w stanie sobie wyobrazić, że istniał świat bez smartfonów, tabletów i nowych mediów. Kiedy tworzyłem muzeum jednym z podstawowych zadań, jakie sobie stawiałem było rejestrowanie uciekających treści za pomocą nowych mediów, a teraz bardziej zależy mi na tym, żeby ludzie przez te trzy, cztery, pięć godzin mogli tu żyć bez tych „udogodnień”. Początkowa idea pokazywania wszystkiego na ekranach trochę zblakła, choć jej nie porzuciłem, ale teraz bardziej interesuje mnie to, jak zainteresować młode pokolenie byciem tu i teraz.

Klocki_szkola

J.S.: I można?

M.M.: Można sprawić, żeby przez te kilka godzin ludzie, młodsi i starsi, skupili się na opowieściach, które mają w sobie. Najpierw ja opowiadam, a potem próbuję wydobyć historie z ludzi. Muszą je stworzyć i się nimi podzielić. Przy pomocy różnych środków.

J.S.: Używacie rekwizytów? Jak blisko jest to teatru?

M.M.: Opowiadanie i teatr to są dwie odmienne rzeczywistości. Oczywiście w opowiadaniu wykorzystuje się pewne elementy wizualne. Podróżując po świecie, zbierając bajki, natknąłem się na wiele sposobów opowiadania obrazkowego. W Indiach, do opowieści Kawad, tworzy się ołtarzyki, które opowiadacz nosi z wioski do wioski, w Japonii istnieje tradycja obwoźnych Kamishibai, czyli teatru na papierze, a w północnej Angoli opowiada się kreśląc na piasku, w Peru z kolei wykorzystuje się pestki, a w Indonezji korę, na której rysuje się kształty i zapisuje opowieść. Te wszystkie doświadczenia, które mam, plus wykształcenie pozwalają mi prowadzić muzeum w zupełnie inny sposób niż to jest znane powszechnie na świecie. Staram się zaangażować zmysły.

J.S.: Oprócz bajek proponujesz swoim gościom inne kreatywne treści.

M.M.: Wszelkie działania krążą wokół bajek. Nawet, gdy rozdaję klocki MuBaBaO, które sam wymyśliłem i stworzyłem, to zabawa polega na tym, żeby zbudować budowlę i stworzyć wokół niej opowieść. Klocki mają wesprzeć myślenie narracyjne.

J.S.: Rozmawiałem dziś ze znajomym i kiedy opowiedziałem mu o Twoich klockach stwierdził, że to wspaniały temat na imprezę integracyjną dla korporacji. Zdarzało Ci się dawać klocki dorosłym?

M.M.: Zdarzało. Pamiętam jedną z takich imprez, było to w sobotę rano. Wyobraź sobie jak wszyscy mnie na wstępie lubili. Zamiast wolnego weekendu zagnano ich na jakieś zajęcia z klockami. Najpierw opowiedziałem mit o budowaniu wieży Babel, a potem oni mieli budować swoje wieże. Poszło świetnie i przy okazji wszystko powychodziło; kto jaki jest, jak pracuje i z kim.

IMG_2282

J.S.: Jakie jest Twoje marzenie?

M.M.: Jestem w trakcie budowania tego muzeum, tworzenia i walki, żeby to przetrwało, a że coraz więcej ludzi tu trafia, więc może stworzę je takim, jakie sobie wymarzyłem na początku. Chciałbym, żeby to miejsce żyło, żeby ludzie o nim wiedzieli, żebym mógł dzielić się opowieściami i jednocześnie wartościami, które w tych opowieściach są.

J.S.: Dobra pointa. Dziękuję za rozmowę.

4 Kiermasz Jesienny

Baner-Piknik-jesienny

1 października w niedzielę w godz. 11.00 -16.00 w Józefosławiu w szkółce-ogrodzie Acrocona przy ul. Wilanowskiej 1 odbędzie się 4 Kiermasz Jesienny.

Na kiermaszu będą stoiska z ekologiczną żywnością i napojami, świeże owoce i warzywa prosto z pola, miody i przetwory, własne wyroby cukiernicze, rośliny i cebulki do ogrodu oraz rękodzieło.

 W programie spacery po pięknym mateczniku szkółki Acrocona, porady na temat prac jesiennych w ogrodzie oraz planowania ogrodu, kompozycje z bylin, donice, koncert wiolonczelowy Oleny Żurowej oraz wspólne ćwiczenie „Tabaty” z instruktorką fitness Karoliną (FB: Karolina się wygina).
Dla dzieci przewidziano warsztaty związane z tematyką ogrodu, które poprowadzi świetlica ALE KLUB.

O godz. 13.00 odbędzie się finał konkursu na najlepszy „Sąsiedzki placek dyniowy”.L1100827

Na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody, a na odwiedzających degustacja pysznych domowych ciast. To już 3. sąsiedzki konkurs na ciasto w Józefosławiu!

Organizatorami kiermaszu są Stowarzyszenie Pomysł na Józefosław, szkółka roślin Acrocona oraz Magazyn Sąsiedzi.

Serdecznie zapraszamy! Najlepiej przyjechać rowerem lub przyjść na spacer piechotą.
Regulamin konkursu na „Sąsiedzki placek dyniowy”!
Zapraszamy serdecznie do wzięcia udziału w konkursie i nadsyłanie zgłoszeń!
Czekają na Was atrakcyjne nagrody!!!
Warunki uczestnictwa:
Można przesłać do dnia 30 września 2017 r. zgłoszenie drogą internetową lub po prostu przynieść ciasto bezpośrednio na kiermasz:

  • stowarzyszenie@pomyslnajozefoslaw.pl
  • zgłoszenie musi zawierać imię nazwisko, adres e-mail oraz własny przepis na placek dyniowy
  • Osoby niepełnoletnie uczestniczą w konkursie za zgodą rodziców lub opiekunów
  • Dostarczenie i zaprezentowanie gotowego ciasta-placka dyniowego (1 blacha) z własnych produktów w dniu Kiermaszu Jesiennego w szkółce Acrocona dnia 1.10.2017 r.
  • W konkursie nie mogą uczestniczyć członkowie Komisji Konkursowej ani ich rodziny
  • Organizator nie zapewnia urządzeń do podgrzewania lub gotowania
  • Organizator nie refunduje kosztów udziału w imprezie, w tym kosztów transportu i przygotowania ciasta.
  • Organizator zapewnia miejsce do prezentowania ciast oraz sztućce i talerzyki do degustacji

Rozstrzygnięcie konkursu:

  • Rozstrzygnięcie konkursu odbędzie się w trakcie Kiermaszu Jesiennego w szkółce Acrocona dnia 1.17.2016r. o godz. 13 tej (ciasto należy dostarczyć najpóźniej do godz. 12.45 na specjalnie przygotowane stoisko na terenie Szkółki)
  • Oceny potraw dokona Komisja Konkursowa powołana przez Organizatora
  • Zostaną przyznane 3 nagrody (1, 2 i 3 miejsce) .
  • Jury oceniając potrawy będzie brało pod uwagę: walory smakowe, wygląd (apetyczność) oraz nowatorskość przepis
  • Laureat I miejsca uzyska tytuł: „Mistrza Sąsiedzkiego placka dyniowego”.
  • Z posiedzenia Komisji Konkursowej zostanie sporządzony protokół. Postanowienia Komisji są niepodważalne. Wyniki zostaną ogłoszone w dniu 1 października 2017

 

Plakat_Piknik_jesienny

Konkurs fotograficzny „Z Wisłą w tle”

Biuro Promocji Powiatu Piaseczyńskiego ogłasza konkurs fotograficzny „Z Wisłą w tle”.

Konkurs przeznaczony jest dla wszystkich fotografów – zarówno tych pełnoletnich, jak i nieco młodszych. Aby wziąć w nim udział należy zrobić zdjęcie nawiązujące do tematu konkursu i wysłać je mailem, do 2 października, na adres: promocja@piaseczno.pl

Dlaczego Wisła?

– ponieważ trwa Rok Rzeki Wisły – tłumaczy temat konkursu wicestarosta Arkadiusz Strzyżewski. – Nasz powiat od dłuższego czasu wspiera liczne inicjatywy i projekty związane z tradycją flisactwa w regonie. Wisła to także Urzecze – bez niej nie byłoby mikroregionu, który leży także w granicach naszego powiatu. Poza tym, ta rzeka jest po prostu piękna i sam często robię jej zdjęcia – dodaje wicestarosta.

Ważne, aby nadesłane zdjęcia były wysokiej jakości (min. 2992 x 2000 pixeli) i nawiązywały do tematu konkursu jakim jest rzeka Wisła na terenie powiatu piaseczyńskiego.

Do wygrania są atrakcyjne nagrody: kupony podarunkowe do EMPIKU oraz worek i torby powiatowe.

Więcej informacji oraz regulamin konkursu na stronie:

http://wwww.piaseczno.pl/aktualnosci/698-konkurs-fotograficzny-3

 

TOPINAMBUR – Dar Indian dla Europy

W opowieściach o tej jadalnej bulwie usłyszymy, że jadano ją w Polsce od zawsze i że to ziemniak ją wyparł, kiedy w końcu dotarł z Ameryki do Europy w XVI wieku. Ale relacje Francuzów wskazują na Indian z Plemienia Tupinambá, których przywieziono do Europy, aby władcom finansującym wyprawy morskie zaprezentować jak wyglądają ludzie zamieszkujący kolonizowany kontynent. Indianie przywieźli ze sobą bulwy słonecznika, bo inne owoce zepsułyby się w czasie podróży. Nazwano je topinamburem od nazwy plemienia.

Ta INULINOWA królowa witaminy C ma więcej niż ziemniak, sporo minerałów (cynk, potas, krzemionka, żelazo, fosfor) oraz błonnik – świetna kombinacja dla naszej flory bakteryjnej. Inulina jest prebiotykiem, czyli żywi bakterie w jelitach, bo nie trawią jej wcześniej enzymy. Dopiero w jelitach jest rozkładana do fruktozy, przez co jest idealna w profilaktyce cukrzycy, nie podnosi indeksu glikemicznego i ma niewiele kalorii. Ale uwaga – bakterie po takiej uczcie będą bardzo pobudzone, dobrze więc uważać na ilość spożywanej inuliny.

Topinambur ma jej najwięcej!

Można go jeść na surowo, ale zacznijmy od gotowanych lub pieczonych bulw.

W lokalnych warzywniakach, a także w sklepach Piotr i Paweł oraz w Auchan, topinambur jest już w regularnej sprzedaży. Wybieraj jasne, beżowe bulwy. Pod skórką jest najwięcej witamin, ale jeśli je obierasz koniecznie potem włóż do miski z zakwaszoną sokiem z cytryny wodą, bo kremowo-biały miąższ szybko się utlenia i brązowieje.

PUREE Z TOPINAMBURA Z GRZYBKAMI ENOKI* I MAŁŻĄ ŚW. JAKUBA**

 

Na początek przygody z topinamburem najlepsze będzie wielofunkcyjne puree. W zależności od zawartości płynu może być wspaniałą kremową zupą albo bazą wykwintnej przystawki z grzybami i owocami morza.

 

SKŁADNIKI:

4 porcje

50 g masła

1 duża cebula

2 ząbki czosnku, zmiażdżonego

900 g bulwy topinambura

300 ml mleka 3,5%

300 ml wody lub bulionu z kurczaka

1 łyżeczka oliwy truflowej (opcjonalnie)

sól i pieprz

 

1 pęk grzybków enoki (małe białe kapelusze) lub 200 g prawdziwków albo kurek (lub mix)

2 podłużne cebule (szalotki)

8 małży św. Jakuba, już oczyszczonych (Auchan Dział Świeżych Ryb)

cukier, masło, oliwa, sok z cytryny

topinam

WYKONANIE:

  1. Rozgnieść czosnek z solą w moździerzu na gładką pastę. Masło pokroić w kostkę i schłodzić w lodówce.
  2. Cebulę pokroić na cienkie plasterki, zeszklić na 10 g masła pod przykryciem, pod koniec dodać czosnek.
  3. Obrać topinambur obieraczką do warzyw. Obrane bulwy wrzucać do zakwaszonej wody, aby nie zmieniły koloru, pokroić w cienkie plastry.
  4. Dodać topinambur do cebuli i lekko podsmażyć – ok. 10 min, dodać sól i pieprz.
  5. Zalać mlekiem i wodą (lub bulionem) i gotować na małym ogniu ok. 20 min – nie dopuścić do wrzenia, bo mleko się może zwarzyć.
  6. Przecedzić topinambur przez sitko. Zachować płyn.
  7. Przełożyć ugotowany topinambur do miksera o szybkich obrotach, zmiksować na aksamitny krem dodając tyle płynu z gotowania, żeby otrzymać pożądaną konsystencję – jeśli robisz zupę, użyjesz cały płyn, jeśli puree – tylko część. Na koniec do gorącego puree dodać pokrojone zimne masło, które roztopi się nadając puree piękny połysk i jedwabistą teksturę.
  8. Przed podaniem przelać do garnka, doprawić oliwą truflową, podgrzać delikatnie na małym ogniu.

WIERZCH:

  1. Grzyby opłukać szybko pod bieżącą wodą, osuszyć na ręczniku papierowym, oddzielić od grzybni. Większe grzyby przekroić wzdłuż.
  2. Podgrzać oliwę i masło na patelni, dodać grzyby – smażyć krótko na gorącej patelni, aż się    lekko przyrumienią. Przełożyć do pojemnika, trzymać w cieple.
  3. Na tej samej patelni dusić przekrojone wzdłuż szalotki, dodając masło i oliwę oraz szczyptę cukru na patelnię. (Cebulki można też natrzeć oliwą, posypać cukrem oraz solą i upiec w piekarniku nagrzanym do 180ºC ok. 20 minut).
  4. Z małży odkroić pomarańczową ikrę (jeśli wolisz tylko białe mięso przegrzebka), usunąć błonki, osuszyć. Na patelni rozgrzać oliwę z oliwek, kiedy będzie bardzo gorąca – ułożyć przegrzebki tak, aby nie były zbyt stłoczone. Smażyć krótko – ok. 1 min z każdej strony, musza być pięknie przyrumienione. Na koniec posolić i skropić sokiem z cytryny.

Uwaga: wszystkie czynności, oprócz smażenia przegrzebków, można wykonać z wyprzedzeniem nawet kilku dni, jedynie małże trzeba smażyć i podawać natychmiast.

PODANIE:

Podać jako przystawkę w głębokim, ogrzanym talerzu. Na środek nałożyć porcję gorącego puree. Wierzchem łyżki rozprowadzić puree. Ułożyć na górze gorącą cebulkę, grzybki i po 2 małże na porcję, skropić dobrą oliwą z oliwek extra vergine lub oliwa truflową i posypać grubo mielonym pieprzem. Od razu podawać.

 

  • Grzyby enoki (enokitake) – biało-kremowe grzybki rosnące w kępkach. Mają delikatny smak i przyjemną chrupkość kiedy są świeże, dlatego należy je obrabiać termicznie bardzo krótko, żeby nie pozbawić ich nie tylko jędrności, ale też cennych antyoksydantów. Można je kupić w Makro albo zamówić w lokalnym warzywniaku.grzyby

** Małże Św. Jakuba – w Polsce rzadko spotyka się świeże przegrzebki w pięknych, okrągłych muszlach, które są symbolem pielgrzymujących do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Przegrzebki są niezwykłe wśród swoich seafoodowych sąsiadów – ich mięso jest delikatne, składa się głównie z chudego białka i w konsystencji nie przypomina małży ani ryby. Najlepiej smakuje dobrze zrumienione na grillu lub patelni, z dodatkiem soku z cytryny.

Beata Szmydki – Chef, Coach i Food Designer

www.cookingcoach.pl ; Fb: Cooking Coach

 Instagram: beataszmydki / bsbcookingcoach

 Fot. Edward Kawecki, Stylizacja Potraw: Beata Szmydki

Wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę CEM-u w Piasecznie

W dniu 14 września 2017 r. o godzinie 12.00 na placu budowy przy ul. Jana Pawła II w Piasecznie w obecności wielu przedstawicieli władz Miasta i Gminy oraz Starostwa Powiatowego odbyło się uroczyste wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę Centrum Edukacyjno-Multimedialnego w Piasecznie.

Podpisy na akcie erekcyjnym podczas uroczystości złożyli: Burmistrz Miasta i Gminy Piaseczno Zdzisław Lis, Dyrektor POLAQUA Sp. z o. o. Tomasz Olej, Przewodniczący Rady Miejskiej w Piasecznie Piotr Obłoza, I Zastępca Burmistrza Miasta i Gminy Piaseczno Daniel Putkiewicz oraz II Zastępca Burmistrza Miasta i Gminy Piaseczno Hanna Kułakowska-Michalak.

Poświęcenia aktu oraz terenu budowy dokonał ksiądz prałat Zbigniew Pruchnicki, Proboszcz parafii Matki Bożej Różańcowej, Dziekan Dekanatu Piaseczyńskiego.

cem1

W zachodniej części budynku zaprojektowano wielofunkcyjną halę widowiskowo-sportową. Znajdą się tam boiska do siatkówki, koszykówki i piłki ręcznej. Obok nich usytuowane będą trybuny, które łącznie pomieszczą 300 osób. Hala sportowa zostanie wyposażona w system podziału przestrzeni na trzy sektory umożliwiający prowadzenie zajęć jednocześnie dla trzech grup uczniów. Wokół hali będą również trzy szatnie z natryskami, szatnie dla sędziów, gabinet lekarski oraz pokój dla nauczycieli w-f. Zaplanowano również czterotorową bieżnię lekkoatletyczną oraz skocznię do skoku w dal. Będzie też miejsce na nowoczesny, ogólnodostępny plac zabaw.

cem

Redakcja

fot.K.Wypych, BPiI GP,KKS

 

 

Warszawski „Paluch” pomoże zwierzętom z Piaseczna

Warszawskie schronisko „Na Paluchu” od lat bardzo pozytywnie wyróżnia się na tle innych tego typu jednostek w Polsce. Między innymi, dlatego władze Miasta i Gminy Piaseczno zdecydowały się podjąć współpracę, dzięki której bezdomne zwierzęta z jej obszaru będą trafiać właśnie do stołecznej placówki.

 Jak już wielokrotnie podkreślałem aglomeracja warszawska naprawdę działa,
a dzisiejsze porozumienie pokazuje, że Warszawa współpracuje z ościennymi gminami na bardzo wielu płaszczyznach
– mówi Michał Olszewski, wiceprezydent m.st. Warszawy

i dodaje – Warszawski „Paluch” bardzo pozytywnie wyróżnia się na tle innych tego typu jednostek w Polsce, a wysoką ocenę placówki poświadcza m.in. Najwyższa Izba Kontroli. Teraz szczególne uznanie schroniska potwierdzają władze Piaseczna, które zwróciły się właśnie do nas z propozycją podjęcia międzygminnego partnerstwa na rzecz bezdomnych zwierząt.

 Cieszę się, że wypracowaliśmy porozumienie ze stolicą i już wkrótce bezdomne czy zagubione zwierzęta z terenu gminy Piaseczno znajdą schronienie w schronisku „Na Paluchu”. To bardzo renomowana instytucja, która zapewnia najlepsze warunki, profesjonalną opiekę oraz doskonały system wolontariatu, który powoduje, że nasi czworonożni przyjaciele szybko odnajdą swoich właścicieli lub nowy dom. Niewątpliwym też atutem jest bliskość tej lokalizacji oraz jej rozpoznawalność wśród naszych mieszkańców, którzy instynktownie w momencie zagubienia swojego pupila, pierwsze kroki kierują właśnie na Paluch. To międzygminne porozumienie, jest kolejnym elementem i przykładem na doskonałą współpracę samorządów w ramach aglomeracji warszawskiej – mówi Zdzisław Lis, burmistrz Miasta i Gminy Piaseczno.

Zgodnie ze swoim statutem Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Warszawie, określone popularnie, jako schronisko „Na Paluchu”, opiekowało się dotychczas jedynie zwierzętami zagubionymi i bezdomnymi, które zostały znalezione na terenie stolicy. Teraz dzięki podpisanemu porozumieniu swoich czworonożnych przyjaciół w warszawskim „Paluchu” poszukiwać będą mogli również właściciele sąsiadującego z Warszawą Piaseczna.

podpisanie porozumienia

Michał Olszewski, wiceprezydent m.st. Warszawy oraz Zdzisław Lis burmistrz Miasta i Gminy Piaseczno

Dzięki wypracowanemu porozumieniu zyskają przede wszystkim mieszkańcy, a także ich zwierzęta. Znaczenie stracą, bowiem granice administracyjne, które dotychczas mogły utrudniać poszukiwanie zagubionych czworonogów. Mówiąc wprost miejsce odnalezienia zwierzęcia przestanie mieć znaczenie, a wszystkie znajdą tymczasowy dom „Na Paluchu” – mówi Henryk Strzelczyk, dyrektor Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Warszawie i dodaje – Jesteśmy przygotowani na przyjęcie dodatkowych zwierząt w naszym schronisku. Jednocześnie nowe obowiązki będą nas determinować do podejmowania jeszcze większych starań do znalezienia przebywającym „Na Paluchu” czworonogom nowych domów.

W ramach współpracy Piaseczno będzie przekazywało Warszawie dotacje w wysokości zależnej od liczby przyjętych zwierząt odnalezionych na jej terenie. Porozumienie weszło w życie w momencie podpisania.

L1120377pal

Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Warszawie, określone popularnie, jako schronisko „Na Paluchu”, jest jednostką budżetową m.st. Warszawy. Zlokalizowana na warszawskich Włochach placówka funkcjonuje na terenie blisko 2,5 ha, który został podzielony na trzy części. W pierwszej z nich znajdują się pawilony dla psów, kociarnia
z kocim szpitalem, zaplecze magazynowo-techniczne, budynek Administracji, szpital ogólny i zakaźny. W sektorze drugim zlokalizowana jest geriatria, budynek dawnej kociarni oraz rezerwowe boksy dla psów. W trzecim sektorze znajdują się zespoły boksów dla zwierząt, które przez cały rok mogą przebywać w warunkach zewnętrznych, a także wybiegi spacerowe wykorzystywane do zabawy, socjalizacji i swobodnego biegania.

L1120389

 

Materiały prasowe

Gmina Piaseczno