Park kieszonkowy

W Józefosławiu powstał pierwszy z trzech tzw. „parków kieszonkowych”. Nazwa „park kieszonkowy” pochodzi z języka angielskiego „pocket park”, a chodzi o zagospodarowanie każdego, nawet najmniejszego miejsca na wspólną przestrzeń – plac, skwer, plac zabaw. Parki kieszonkowe mają służyć wszystkim mieszkańcom poprzez udostępnienie przestrzeni publicznej i choćby poprawę mikroklimatu. Zostawiają one również wiele miejsca do interpretacji i reorganizacji przestrzeni, stanowiąc sposób na aktywizację lokalnej społeczności. Park kieszonkowy można stworzyć na terenie należącym do gminy.

W Józefosławiu mamy 3 takie miejsca:

  • teren przy skrzyżowaniu ul. Wilanowskiej z ul. Wenus,
  • teren na przedłużeniu ul. Księżycowej, przy ul. Komety
  • teren po południowej stronie ul. Cyraneczki, pomiędzy ul. Ogrodową a ul. Wilanowską (przy ogrodzonej działce z małym domkiem letniskowym).

 

Zaczęliśmy od skweru przy ul. Wenus. Staraliśmy się o to, by gmina stała się właścicielem tej malutkiej działki – i udało się. Najpierw został zniwelowany teren, zostały wykonane ścieżki i uporządkowano istniejącą zieleń. W kolejnym etapie wraz z akcją Dnia Ziemi pojawiły się ławeczki i wraz z mieszkańcami obsadziliśmy kieszonkowy park zielenią. Nawet taki mały skwer cieszy przechodniów i okolicznych mieszkańców. Kolejny zaniedbany teren zmienia się, poprawiając nasz krajobraz.

Zagospodarowanie kolejnych parków kieszonkowych przed nami, na stronie UMiG Piaseczno wisi zapytanie: http://bip.piaseczno.eu/artykul/23/4897/utp-7021-490-2018-pz

Polecamy uwadze i czekamy na zgłoszenia!

Kasia Krzyszkowska-Sut, Robert Widz

radni Rady Miejskiej w Piasecznie, mieszkańcy Józefosławia

Przerwać milczenie

Kiedy na początku lat 90. stawiałem pierwsze kroki w Policji zostałem wezwany na interwencję do awantury domowej. Sprawcą miał być mężczyzna, który znęcał się nad żoną i dzieckiem. Byłem pewny, że na miejscu zastanę pijanego człowieka, najpewniej znanego wcześniej Policji. Na miejscu okazało się, że pobita żona i dziecko w strachu zamknęli się w łazience. W kuchni z zakrwawioną koszulą siedział… znany mi nauczyciel. Był trzeźwy.

Fakty i mity

Przemoc w domach jest jednym z lepiej zbadanych i opisanych zjawisk. Pomimo rosnącej świadomości ofiar, wciąż jest to jednak problem w niektórych rodzinach czy związkach. Statystki policyjne wskazują, że na ogół ofiarami przemocy są kobiety i dzieci. Na temat przemocy domowej krąży wiele mitów. Nie jest jednak prawdą, że przyczyną jest głównie alkohol, zaburzenia psychiczne i że dzieje się to w rodzinach patologicznych. Przemoc domowa jest charakterystyczna dla każdej grupy społecznej. Zdarzały się przypadki znęcania nad rodziną przez policjantów. Znęcanie się jest przestępstwem zapisanym w kodeksie karnym, za którego popełnienie grozi więzienie. Jeżeli na przykład skutkiem uporczywego nękania będzie próba samobójcza ofiary, oprawcy grozi nawet 12 lat więzienia. Nie jest to problem kulturowo związany z naszym krajem. W USA na wydatki medyczne związane z przemocą w rodzinie wydaje się rocznie od 3 do 5 miliardów dolarów, a 100 milionów wynoszą straty z powodu nieobecności w pracy ofiar przemocy. Do tego dochodzą koszty działań Policji, sądów, utrzymania schronisk itp. Mitem jest, że kobieta prowokuje do bicia swoim zachowaniem i jest to silnie zakorzeniony zły stereotyp. Przemoc nie jest prywatną sprawą w rodzinach. Każdy z nas ma według prawa społeczny obowiązek powiadomienia Policji, jeżeli jest świadkiem podejrzenia przemocy w rodzinie. Kolejnym mitem jest mówienie, że mężczyzna jest natury agresywny i nie potrafi kontrolować swojej agresji. Agresja jest cechą, która wykształca się z czasem, a większość sprawców nie jest agresywna poza domem.

Spirala przemocy

Przemoc nie rodzi się nagle. Jest przecież ślub, obietnice, czułość. Z czasem jednak coś przestaje działać. Przemoc domowa jest opisana jako coś w rodzaju cyklu. Na początku obserwujemy narastające napięcie w związku, coraz częstsze konflikty. Sprawca jest często rozdrażniony, łatwo traci równowagę emocjonalną, popada w irytację, gniew. Ofiara najczęściej próbuje opanować sytuację, przeprasza, uspokaja, usprawiedliwia swoje zachowania. Kolejnym etapem jest tzw. ostra przemoc polegająca na zachowaniach nieprzewidywalnych, agresywnych, gwałtownych z atakami szaleństwa. Wybuchy wywoływane są przez małe drobnostki typu spóźnienie itp. Eksplozja może być nie tyko agresją słowną, ale też biciem, szarpaniem, rzucaniem przedmiotami. Następnie po przekroczeniu wszelkich granic zaczyna się trzecia faza i pozornie wszystko wraca do normy. Sprawca na ogół przeprasza, zapewnia, okazuje skruchę, ciepło itp. Ofierze przemocy wraca wiara w normalność. W zjawisku przemocy cykl ten nazywany naukowo fazą miodowego miesiąca, dość szybko mija, jednak mija i wraca do pierwszej fazy. Na ogół po latach ta ostatnia faza zanika. Przemocy domowej często towarzyszy systematyczne wpływanie sprawcy na poglądy, postawy, przekonania i potrzeby ofiary, jej izolacja, poniżanie i degradacja, przejmowanie uwagi, groźby i demonstracja wszechmocy oraz rzadziej szantaże, w tym szantaż ekonomiczny. Przemoc domowa może doprowadzić na przykład do efektu wyuczonej bezradności, czyli uwięzienia osoby w związku krzywdzącym ofiarę, silnym zniewoleniu, utracie kontroli, apatii i uczenia się znoszenia przemocy. Efektem przemocy może być np. Zespół Stresu Pourazowego (PTSD), gdzie objawem może być paraliżujący lęk, uległość, objawy somatyczne.

Czy to mogę być ja?

Na stornie Ogólnopolskiego Pogotowia dla Przemocy w Rodzinie można znaleźć pytania, które pomagają ocenić, czy jest się ofiarą lub potencjalną ofiarą przemocy rodzinie:

Czy zdarza się, że ktoś bliski:

  • Popycha, policzkuje, bije, szarpie Ciebie?
  • Traktuje w sposób, który Cię rani?
  • Obrzuca Cię obelgami, wyzwiskami?
  • Zmusza do robienia rzeczy, które są dla Ciebie poniżające?
  • Domaga się ograniczenia Twoich kontaktów z bliskimi, przyjaciółmi i znajomymi?
  • Kontroluje w pełni wszystkie wydatki w domu i każe prosić Cię o pieniądze?
  • W przypływie złości niszczy Twoją własność?
  • Oboje uważacie, że to Twoja wina?
  • Skłania Cię do kontaktów seksualnych, mimo że nie masz na to ochoty?
  • Grozi, że zrobi Tobie i twoim bliskim krzywdę, zabije, zrani?
  • Uważa, że zasługujesz sobie na takie traktowanie?
  • Uważa, że wszystkie powyższe rzeczy robi dla Twojego dobra?

Jeśli twierdząco udzielona został odpowiedź chociaż na jedno pytanie, istnieje ryzyko, że jest się ofiarą przemocy ze strony bliskiej osoby.

Co mogę zrobić?

Za przemoc zawsze odpowiedzialność ponosi sprawca, niezależnie od tego jak się zachowała ofiara. Przede wszystkim już w pierwszej z opisanych faz należy przeciwstawić się przemocy. Nie wolno dopuścić, aby doszło rozwoju zachowań przemocowych. Ofiary przemocy często mają wrażenie, że zostają same z problem, a w istocie to obowiązkiem państwa jest zwalczania każdej patologii, zwłaszcza kiedy przemoc stanowi już przestępstwo. W przypadku, kiedy nie jest to zwykła sprzeczka, lecz wchodzi w grę zagrożenia zdrowia, a nawet życia, należy koniecznie wezwać Policją dzwoniąc pod numer alarmowy 112. Należy przezwyciężyć potencjalne zawstydzenie przed sąsiadami. Jeżeli okaże się, że stajemy się ofiarą przemocy domowej może być wdrożona procedura nazwana Niebieską Kartą. Jest to instytucjonalne narzędzie służące do przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Założenie takiej karty zintegruje wiele podmiotów państwowych, by nam pomóc w rozwiązaniu sytuacji. Po interwencji otrzymujemy druk B Niebieskiej Karty, w którym znajdziemy wiele cennych dla siebie informacji. Jeżeli zachowania miały charakter znęcania się fizycznego lub psychicznego, to jest to przestępstwo. Warto jest wykonać możliwie pilnie obdukcję i zgłosić się na Policję. Pomoc możemy uzyskać w dyskretnych warunkach w Miejsko Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej mieszącym się w Piasecznie przy ul. Wojska Polskiego 54. Kontakt można nawiązać wypełniając formularz i wysłać on-line. Dzwoniąc anonimowo pod numer infolinii 800 120 002 możemy otrzymać wsparcie ze strony Ogólnopolskiego Pogotowia dla Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia. Warto także pamiętać, że jeśli jako sąsiedzi jesteśmy świadkami przemocy domowej, brak naszej reakcji może doprowadzić do tragedii, a reakcja nie jest donosicielstwem.

Najważniejsze to przerwać milczenie i zacząć jak najwcześniej działać.

Krzysztof Łaszkiewicz. Policjant i sąsiad.

Oficer Policji z ponad dwudziesto-pięcio letnim stażem. Z wykształcenia jest prawnikiem, ale również managerem i nauczycielem.

Miejski Klub Seniora

Do tej pory 8 klubów seniora funkcjonowało w miejscowościach gminy Piaseczno ale nie w samym mieście. Teraz, osoby starsze będą miały swoje miejsce spotkań w lokalu na terenie zrewitalizowanego dworca PKP.

Podpisanie umowy pomiędzy Gminą Piaseczno a Biblioteką Publiczną, która jako jednostka organizacyjna z dużym doświadczeniem we wdrażaniu programów skierowanych do seniorów, prowadzić będzie miejski klub seniora dla około 100 osób, połączone było z prezentacją pomieszczeń znajdujących się na dwóch kondygnacjach zaokrąglonej części piaseczyńskiego dworca.

– Klub Seniora to mówiąc najprościej miejsce spotkań dla osób starszych. Cieszę się bardzo, że pozyskaliśmy środki zewnętrzne na ten cel i że nasi Seniorzy zyskają przestrzeń dedykowaną specjalnie dla nich – mówiła podpisując umowę, wiceburmistrz Hanna Kułakowska-Michalak.

Teraz lokale przejdą adaptację na potrzeby klubu, zostaną wyposażone w meble, sprzęt rtv i agd, a nawet ekspres do kawy, o który wnioskowali seniorzy. Na ten cel przeznaczono 185 tys. zł, z czego 150 tys. zł to pozyskana przez gminę dotacja z ministerialnego programu Senior+.

– Dworzec jest naszą wizytówką i oknem Piaseczna na świat – mówił na spotkaniu Daniel Putkiewicz, I Zastępca Burmistrza. – Jest to miejsce wyjątkowe i służyło będzie wyjątkowym ludziom, czyli naszym piaseczyńskim seniorom – dodawał.

Wytypowanie właśnie tej lokalizacji na potrzeby klubu seniora, nie jest przypadkowe, gdyż jest to główny węzeł komunikacyjny, gdzie oprócz kolei krzyżują się trasy kilku autobusów w tym 6 linii darmowych. To z pewnością ułatwi seniorom z terenu całego miasta korzystanie z tej placówki.

Zamknięcie skrzyżowania Geodetów – Wilanowska

Szanowni państwo od 11 lipca 2018 roku nastąpi całkowite zamknięcie skrzyżowania ul. Geodetów z ul. Wilanowską.

Wykonawca przystąpi do budowy docelowego ronda turbinowego w tym obszarze. Dla komunikacji osobowej zostanie otwarty bypass po południowej stronie skrzyżowania łączący wschodni odcinek ul. Geodetów z ul. Energetyczną. Umożliwi to szybkie połączenie wschodniej części Józefosławia i Julianowa z ul. Puławską. Oznakowania objazdów zostaną umieszczone na wszystkich sąsiednich węzłach komunikacyjnych.

Przejazd autobusów linii 739 został zaplanowany trasą tymczasową ul. Ogrodową i ul. Cyraneczki. Planuje się, że roboty drogowe i tym samym objazdy komunikacyjne potrwają do końca października 2018 roku.

Zwracajmy uwagę na znaki drogowe!

RACHUNKI KRZYWD

Mijają tygodnie, a burza wokół nieszczęśliwych sformułowań zawartych w nowelizacji ustawy o IPN nie gaśnie. Mimo, że to temat dzisiaj polityczny, postanowiłem zaryzykować i wtrącić swoje publicystyczno – historyczne trzy grosze, ufnie licząc na to, że służby nie skorzystają z art. 55a powyższej ustawy, by pewnego pięknego dnia wyprowadzić mnie z domu w kajdankach o szóstej rano.

A teraz już obiecane refleksje. Pierwszy grosz wrzucam do koszyczka tzw. światowej opinii publicznej w sprawie unicestwionych w czasie okupacji 6-ciu milionów obywateli polskich. Podkreślam, oni wszyscy byli obywatelami II RP. Dlaczego więc dzisiaj niektóre kręgi dzielą pomordowanych na Żydów i Polaków, tym ostatnim skąpiąc nawet określenia „Holokaust”. Przecież zagłada na terenach polskich objęła przedstawicieli obu narodów w równym stopniu. Dlatego nie dziwię się, że w książce wydanej w Stanach w 1986r. pt. „Zapomniany Holokaust” profesor Richard Lukas zaapelował do amerykańskich środowisk żydowskich, ale jednocześnie opiniotwórczych, o obiektywizm. W oczach tych środowisk – protestuje profesor – „Polacy są tylko tłem dla Holokaustu”. Dlaczego?

Belka w oku

Dlaczego w USA nikt nie interesuje się rozporządzeniem generalnego gubernatora Hansa Franka, dla okupowanych ziem polskich z 15 października 1941r. o karze śmierci dla Polaków udzielających schronienia Żydom. Społeczność światowa ignoruje ten fakt albo jest on celowo przemilczany. Gdzie indziej stosowano tylko więzienie. A teraz kilka liczb: Polaków ratujących Żydów zginęło z rąk niemieckich ponad 5 tysięcy (Anna Poray-Wybranowska, „Those Who Risked Thier Liveg”, Chicago 2008), natomiast Teresa Prekerowa twierdzi, że w akcje ratowania Żydów zaangażowanych było ponad 360 tys. Polaków („Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie w latach 1942-45”, Warszawa 1982). Fakty te znalazły egzemplifikację w Yad Vashem, gdyż to tam właśnie, w Lesie Jerozolimskim posadzono w hołdzie Polakom najwięcej, bo 6706 drzewek wdzięczności. A o ilu takich zdarzeniach nic nie wiemy? Byłem na Wzgórzach Herzla, zwiedziłem Muzeum Holocaustu, dotknąłem drzewka poświęconego moim wspaniałym teściom Jadwidze i Leopoldowi Niewiadomskim, którzy pomogli w przetrwaniu 24 Żydom. Dlaczego tak mało uratowaliście naszych braci – padają pytania zza oceanu? I tu konsternacja. Jak zmierzyć wiedzę i wrażliwość pytających? Jaki był wkład ich ojców i dziadów w dzieło ratowania współbraci wyznania mojżeszowego? (zaledwie pięć drzewek w Jerozolimie!), jak można szukać drzazgi w oku innych, nie dostrzegając belki we własnym? Zadziwiające!

Ziarno z plewami

Awantura na świecie, pomimo czynionych prób rozładowania napięcia wokół uchwalonej na kolanie kontrowersyjnej noweli, nie milknie. Premier niestety, w Monachium spotęgował jeszcze emocje, zupełnie nie zwracając uwagi na stosowność używanych określeń. No bo jak można porównywać inspirujący i wykonawczy wkład Niemców w Holokaust do sprawczego, lecz ograniczonego współudziału Żydów? Rażą mnie proporcje. My Polacy wiemy doskonale, że ani my, ani oni nie byli bez winy. O nas za chwilę, a teraz przypomnę aktywność zbrodniczych judenratów w gettach, okrutne policje żydowskie pałkami formujące szeregi skazańców do transportów śmierci. Dalsze przykłady? Proszę, choćby Piaseczno! Tu także w sierpniu 1940r. zorganizowano getto w południowej części miasta, zamykając tę nację w kwadracie ulic Krótka –Świętojańska – Czajewicza, aż po Nadarzyńską. Tu również utworzono judenrat. Jakie tam zapadały decyzje? Niestety protokoły z posiedzeń litościwie zniszczyła wojna, ale pozostały strzępy świadectw. Na polecenie narzuconego miastu przez okupantów burmistrza Karola Roschildta wspomniana Rada Żydowska opracowała nieludzki plan przemarszu w styczniu i lutym 1941r., w łachmanach, 3,5 tysiąca swoich współbraci podzielonych po 500 osób, z Piaseczna do getta warszawskiego. Cały majątek i dokumenty osobiste kazano nędzarzom, odartym z podmiotowości pozostawić w punktach judenratu. Czy można założyć, że te okrutne działania wynikały z niewiedzy władz żydowskich, co do dalszego losu pobratymców? Niektórzy tak twierdzą, natomiast znana pisarka i myślicielka żydowska XX w., Hannah Arendt ostro potępiła Żydów za kolaborację z Niemcami: „Dla Żydów, rola jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwianiu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii”. Taką prawdę zawarła w swej książce pt. „Eichman w Jerozolimie”, Kraków 1987, s.151. (A jak już padło nazwisko Eichman, to przypominam, że degenerat ów wywodził się z rodziny żydowskiej i odegrał niepoślednią rolę w niszczeniu własnego narodu). Czyli co? – premier miał rację. Ale chciałoby się jednocześnie zawołać: „znaj proporcje mocium panie!” i bacz na to do kogo, w jakim czasie i co mówisz. I tu nie chodzi tylko o oburzenie w Izraelu, ale jeszcze bardziej o żywotne interesy naszego kraju ulokowane w dobrych stosunkach z USA. A lobby żydowskie w tym kraju natychmiast uruchomiło młyny mielące ziarna z plewami. Czy o to chodziło w tej awanturze?

Teraz będzie o nas. Uderzmy się w piersi. Jeśli nasi starsi bracia w wierze mają coś za pazurami, to Polacy upaprali się jeszcze bardziej. Niech przemówią fakty, subiektywne bez wątpienia, ale osobiście mi znane. Jako dziecko wielokrotnie słyszałem rozmowy rodziców (oboje w AK) o pewnym znajomym, który trudnił się szmalcownictwem. Termin ten szybko stał się dla mnie w pełni zrozumiały, gdy dowiedziałem się, że mój wuj Julian Jerzy Gójski, szef dywersji AK w Skierniewicach, zaraz po wojnie został opluty i posądzony o bliskie kontakty z Niemcami za wykonywane na nich egzekucje, co zakończyło się jego dwuletnią zsyłką do krainy białych niedźwiedzi. Powód: wykonując wyroki śmierci musiał zbliżać się do skazanych – diagnoza: agent gestapo. Dodatkowo „obciążał” go fakt eliminowania szmalcowników, co nie było mile widziane w organach UB, zasilających swoje szeregi degeneratami. Szerzej potraktował problem historyk Mirosław Traczyk, wspominając okupacyjne pogromy. Uważa, że tej sprawy nie można ograniczyć jedynie do Jedwabnego, Goniądza czy Wąsoszy, gdyż np. tylko w 1941r. odnotowano kilkadziesiąt podobnych przypadków w wielu polskich miejscowościach („Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”, Wydawnictwo RM, (e-book), 2015). Czy znamy podłoże tych zdarzeń? Tak, zawsze takie samo: szczucie jednych przeciwko drugim; banalizowanie zachowań radykalnych, antysemickich i skrajnie prawicowych, a także chciwość i chęć wykorzystania sytuacji do swoich celów. Żydom m. in. zarzuca się kolaborowanie z NKWD przy tworzeniu list proskrypcyjnych wymierzonych w Polaków w 1939r., a Polakom getta ławkowe, bojkoty sklepów żydowskich, czy zwyczajny bandytyzm na ulicach w II RP. (Newsweek z 19.04.2013r.: „W ciągu tylko jednego miesiąca, od 15 czerwca do 15 lipca 1938r., w Warszawie ciężko pobito 242 Żydów, a zabito czterech”). Tego nie zrobiły krasnoludki!

Powtarzam za Wł. Broniewskim: „Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt…” I bratnia krew lała się strumieniami. Profesor Andrzej Żbikowski z Żydowskiego Instytutu Historycznego ocenia, że z rąk Polaków zginęło więcej Żydów niż zostało przez nich uratowanych. Dyrektor tegoż Instytutu Paweł Śpiewak uściśla szacunki: „…z rąk Polaków zginęło w czasie wojny 120 tys. Żydów” („Rzeczpospolita” z dnia26.11.2011r. ). W 2018r. problem dostrzegł klasyk celnych konkluzji stwierdzając: „Diabeł podpowiada nam antysemityzm”. Groza.

Jan R. Krzyżewski

Okiem grafika

Niewiele rzeczy na świecie potrafi inspirować tak, jak robi to wyobraźnia dziecka. O tym, dlaczego warto z niej korzystać i w dorosłym wieku oraz czym jest praca dla dzieci i z dziećmi opowiada Piotr Karski – grafik, projektant, autor i ilustrator książek dla dzieci, rodzinnie związany z Julianowem.

Co wpisujesz w rubryki ,,Wykształcenie” i ,,Zawód wykonywany”?

Wykształcenie: Grafik – projektant. Skończyłem grafikę na warszawskiej ASP, specjalizacja projektowanie graficzne i projektowanie książki.

Zawód wykonywany: Projektowanie książek dla dzieci, choć lepiej pasowałoby „książkorób”, bo niektórzy rozumieją przez projektowanie samo tworzenie projektu graficznego, a ja zajmuję się robieniem książek w szerszym znaczeniu.

Ostatnie Twoje dwie książki ,,W góry!” i ,,W morze!” były przez Ciebie wymyślone, napisane i narysowane. Skąd taka potrzeba?

Pierwsze powstały „W góry!”. Z pomysłem na książkę wyszło Wydawnictwo Dwie Siostry z którym współpracuję odkąd skończyłem Akademię. Wydawczynie poprosiły mnie o stworzenie edukacyjnej książki aktywnościowej o górach. Wakacje najczęściej spędzam na górskich ścieżkach. Tam też powstawały pierwsze szkice do książki. Na szlakach nie raz słyszałem pytania dzieci i obserwowałem zakłopotanie rodziców, którzy szukali na nie sensownych odpowiedzi. Książka miała ten głód wiedzy zaspokoić, ale nie w podręcznikowym stylu. Wymyśliłem ponad 100 aktywności, które w formie zadań plastycznych, gier i eksperymentów przybliżają dzieciom wiedzę o górach poprzez zabawę. Już na etapie powstawania książki zainteresowały się nią wydawnictwa zagraniczne i szybko stało się jasne, że powstanie też książka o morzu. Dziś obie książki wydane są w kilku językach, tłumaczą się na kolejne (w tym nawet na chiński!). W Polsce i w Austrii „W Góry!” nominowana była do tytułu Książki Popularnonaukowej Roku.

Są to książki przedstawiające bardzo szeroką wiedzę o górach i morzu. Oprócz plastycznych pomysłów, potrzebna była także ogromna wiedza merytoryczna. Jak przygotowywałeś się do pracy nad tym materiałem?

Praca nad każdą z książek trwała pół roku, z czego mniej więcej połowę czasu zajęło mi właśnie przygotowanie merytoryczne. Chciałem pokazać góry i oceany poprzez ich zoologię, botanikę, ekologię, geologię, kulturę – to wszystko brzmi bardzo poważnie, ale kluczowe było stworzenie lekkich i humorystycznych zadań opowiadających o tych wszystkich kwestiach. Oczywiście nie jestem naukowcem, specjalistą w tych dziedzinach, więc musiałem sam bardzo dużo się nauczyć. Czasem tworząc z pozoru proste ilustracje napotykałem na poważne wątpliwości. Na przykład wymyśliłem grę w dzięcioła i korniki poprzez którą opowiadam o niesamowitym życiu tych chrząszczy, którym politycy zrobili ostatnio bardzo czarny PR. Na ilustracji pojawiają się otwory wentylacyjne, które mama kornik wierci co jakiś czas w chodniku macierzystym, żeby larwy mogły od wyklucia się oddychać świeżym powietrzem. W opracowaniach dotyczących kornika drukarza, do których dotarłem, nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi jak mama rozmieszcza te otwory. Tu z pomocą przyszli mi naukowcy z wydziałów leśnych (często autorzy opracowań, które czytałem). Napisałem do kilku, bo myślałem, że raczej nikt nie będzie zawracać sobie głowy jakąś książką dziecięcą – odpowiedzieli wszyscy! Takich sytuacji było więcej. Za każdym razem spotykałem się z dużą życzliwością naukowców. Każda z książek była też skrupulatnie weryfikowana przez świetną redaktorkę z wydawnictwa, na tym etapie ponownie potwierdzaliśmy wszystkie fakty. To książki przede wszystkim do zabawy, ale ich wartość merytoryczna musi być bez zarzutów. Edukacja to odpowiedzialne zajęcie.

Wiem, że prowadzisz warsztaty plastyczne dla dzieci w oparciu o te opracowania. Skąd pomysł na takie zajęcia?

Spotkania autorskie, na których robię dzieciom rysunkowe dedykacje są fajne, bo spotykam swoich czytelników, ale jeszcze fajniej jest z nimi podziałać. Jest to dla mnie też chwila oddechu, okazja do kontaktu z ludźmi w różnych częściach świata. Robienie książek to samotnicze zajęcie. Tworząc książkę wchodzę tak głęboko w dany temat, że potem stworzenie scenariusza warsztatów do tej książki przychodzi mi z łatwością. Potrzeba też trochę zdolności aktorskich, żeby dzieci weszły w tę opowieść i przez 60-90 minut bawiły się w górską czy morską wyprawę pełną przygód. Ostatnio staram się trochę ograniczyć liczbę tych zajęć, bo to jednak bardzo energochłonne zajęcie.

A w ogóle do czego potrzebna jest dzieciom nauka plastyki?

Wydaje mi się, że nauka plastyki powinna uwrażliwiać dzieci na ich otoczenie i uświadamiać, że mają na nie wpływ. Stół przy którym siedzą, łóżko w którym śpią, dom w którym mieszkają, rower którym jeżdżą, obraz który wisi w pokoju czy książkę którą czytają i oglądają – wszystko to ktoś wymyślił, narysował, zbudował, skonstruował, dobrał materiały, kolory, litery. Jeśli dzieci będą wrażliwe na te kwestie będą bardziej świadomie patrzeć na swoje otoczenie, będą je lepiej rozumiały i bardziej świadomie kształtowały w przyszłości.

Czy zaproponowałbyś jakieś zmiany w podejściu do tej edukacji najmłodszych nam, dorosłym?

Zaproponowałbym skupić się na zadaniach praktycznych. Zamiast malować na lekcji plastyki 25 identycznych misiów, wg narzuconego z góry przepisu zbudować wspólnie karmnik czy budkę dla ptaków, porozmawiać o użytych materiałach, zastanowić się czego potrzebują jej użytkownicy. Zastanowić się jaki problem w otoczeniu mnie irytuje – np. psie kupy na trawniku i stworzyć ulotki czy plakaty namawiające sąsiadów do ich sprzątania, porozmawiać o tym jak działa dobry plakat, a jak nachalna reklama.

Jak odbierasz obecny Julianów oczami grafika?

Julianów, to przyjemna, spokojna, zielona okolica. Większość domów powstała wg spójnych planów, które uchroniły okolicę od pstrokacizny materiałów elewacyjnych charakterystycznej np. dla okolic Piaseczna. Przeszkadzają mi wszędobylskie ogrodzenia, ale to ogólnopolska specyfika i chyba minie jeszcze sporo czasu nim przestaniemy się tak bardzo grodzić. Na szczęście w miastach osiedla fortece powoli odchodzą do lamusa.

Co możemy my sami, mieszkańcy, poprawić we wspólnej estetyce wokół nas?

Myślę, że dobrze by było namówić właścicieli reklam – banerów do bardziej wysublimowanej formy reklamy. Skuteczność reklamy nie tkwi w jej rozmiarze, a w dobrym pomyśle.

Z Piotrem Karskim rozmawiała Renata Nowacka

 

MUZYKA NA SKWERZE w Piasecznie

Zapraszamy serdecznie na cykl letnich koncertów plenerowych na Skwerze Kisiela:

14 lipca ( sobota) – godz. 18.00 – ENERJAZZER – Dixieland z Gliwic

Enerjazzer to grupa założona w roku 2007 przez puzonistę Adama Solskiego. Muzyka zespołu to stary, radosny jazz tradycyjny i nie jest to jeden stylistyczny posiłek, lecz urozmaicona uczta. Proponowane menu to: Ragtime, Blues, Dixieland, New Orlean’s, Chicago, a zwłaszcza danie królewskie – Swing. Na repertuar zespołu składają się między innymi takie projekty jak: BLUESLANDIA – inspirowana bluesem; POLANDIA – udowadnia, iż Polacy nie gęsi, swe standardy mają, a muzyka polska jest muzyką światowego formatu oraz BAJKOLANDIA – czyli jazzowe opracowania muzyki z filmów i bajek dla dzieci.

28 lipca ( sobota) – godz. 18.00 – BOSSA NORKAH

Bossa Norkah to projekt wokalistki Honoraty Kożuchowskiej do muzyki i tekstów znanego barda i poety Antoniego Murackiego. Do współpracy przy projekcie  Honorata zaprosiła znakomitych muzyków jazzowych ( Piotra Aleksandrowicza – gitara, Wojciecha Pulcyna – kontrabas i Krzysztofa Szmańdę – perkusja ) których usłyszymy podczas koncertu. Piękne polskie teksty otulone ciepłymi dźwiękami bossa novy.

11 sierpnia ( sobota) – godz. 18.00 – FLAMENCOLORES – Flamenco con Amor

Widowisko flamenco podczas którego wystąpią:

Zsofia Pirok – tancerka, choreograf, członek Flamen Corazon Arte

Andrzej  Lewocki –   gitarzysta flamenco

Magda Navarrete – wokalistka, tancerka, producentka muzyczna, trenerka głosu

Mateo El Galito – słowacki pianista, kompozytor, tancerz i śpiewak w jednej osobie

25 sierpnia ( sobota) – godz. 18.00 – KAPELA TIMINGERIU

Kapela Timingeriu to rodzinny zespół powstały z potrzeby doświadczania muzyki jako sytuacji w konkretnym miejscu, czasie i kontekście. Muzykowanie jest dla zespołu pretekstem do spotkania, sytuacją żywą i otwartą. Grają i śpiewają żywiołową, prowokującą do tańca interpretację muzyki cygańskiej, bałkańskiej i żydowskiej, tworząc nieskrępowaną atmosferę spotkania i zabawy. Początki grupy sięgają wyprawy muzycznej do Rumunii w 2009. Od tamtej pory zespół urósł o kolejnych amatorów muzycznych przygód, podróżując z instrumentami po całej Polsce i za granicą- stopem, na rowerach, barką czy samochodem.

W skład zespołu wchodzą: Katarzyna Kapela Timingeriu- skrzypce, śpiew, Jacek Timingeriu- akordeon, śpiew, Ewa Timingeriu- klarnet, śpiew, Jakub Kurek – trąbka, Jędrzej Kuziela – instrumenty perkusyjne,, Mikołaj Nowicki – kontrabas, Mateusz Rybicki – klarnet

WIECZORYNKI

Piaseczno, Skwer Kisiela/Zakątek Kultury (skwer pomiędzy Urzędem Gminy, a Przystankiem Kultura)

4 lipca (środa) – godz. 19.00 – „Baron Smog” – Krakowskie Biuro Podróży

18 lipca (środa) – godz. 19.00 – „Leśna przygoda , czyli na ratunek planecie” – Ptasie Melodie

22 sierpnia (środa) – godz. 19.00 – „ Piksel, czyli gość z krainy krasnoludków” – Maciej  Gąsiorek znany z programu Budzik jako Krasnoludek Piksel

29 sierpnia (środa) – godz. 19.00 – „Kolorowy Nos” – Klaun Piotrek

„Zakątek Kultury” – to miejsce klimatycznych spotkań z animatorami teatru i muzyki. Impreza przeznaczona dla całych rodzin.

To już dzisiaj! 17 czerwca 2018! 5. Bieg i Piknik Rodzinny!

  1. Bieg Uliczny Józefosławia i Julianowa oraz Piknik Rodzinny

17 czerwca już po raz piąty spotkamy się na Pikniku Rodzinnym połączonym z Biegiem Ulicznym J&J. Zaczynaliśmy skromnie, w roku 2014, od pomysłu poznawania naszych miejscowości z perspektywy bardziej ludzkiej niż ta z okien samochodu. Chcieliśmy wspólnie cieszyć się zmianami na naszych ulicach. Szczęśliwie w Józefosławiu i Julianowie w tym temacie sporo się dzieje, więc udawało się co rok znaleźć taką trasę, która prowadziła przez kolejny nowy fragment ulicy. W tym roku naszą nowością będzie odnowiona ul. Ogrodowa (na razie tylko kawałek), rondo przy ul. Wilanowskiej i zupełnie nowa ul. Wenus! Cała trasa, jak widać na załączonej mapce, będzie miała 5 km długości i będzie wiodła ulicami: Ogrodowa, Cyraneczki, Wilanowską (tu pod górkę), Wenus, Julianowska (tu z górki), Cyraneczki i finisz na Ogrodowej z metą na zielonym terenie Politechniki Warszawskiej.

trasa biegu-mapa_big

Bieg główny będzie poprzedzony biegami dla dzieci, którym towarzyszą największe emocje. Podobnie jak w zeszłym roku, młodsze dzieci pobiegną na 400 m, a starsze na 800 m. Bieg na 5 km odbędzie się tradycyjnie od 16 do 17.00. Trasa jest wyraźnie oznaczona w terenie. Bardzo prosimy mieszkańców ulic, po których pobiegną biegacze o załatwienie swoich najpilniejszych spraw poza tymi godzinami. Po co się denerwować, lepiej w tym czasie posiedzieć w ogródku (w końcu to niedziela) lub jeszcze lepiej wybrać się na nasz Piknik.

Piknik Rodzinny odbędzie się na terenie Politechniki Warszawskiej przy ul. Ogrodowej 2a, a na nim jak zwykle dużo atrakcji – występy na scenie (szczegóły w programie), atrakcje dla dzieci organizowane przez licznych wystawców, dobre jedzenie na słono i słodko oraz dla dorosłych piwo i leżaki. Będzie też mnóstwo okazji do rozmów o tym, co się dzieje w naszej okolicy, co może i powinno się jeszcze zdarzyć. Będzie można wyrobić sobie na miejscu Piaseczyńską Kartę Mieszkańca (uprawnia m. in. do bezpłatnych przejazdów liniami L), zapoznać się z założeniami Uchwały Krajobrazowej, nad którą pracuje gmina, porozmawiać z radnymi Rady Miejskiej i przedstawicielami Urzędu Miasta i Gminy i Starostwa Powiatowego.

Na stoisku Stowarzyszenia Pomysł na Józefosław będzie można zakupić nowe koszulki z logo „I love Jó” oraz kolekcję koszulek biegowych i medali z zeszłych lat (trochę tego mamy…)

W tym roku nasz jubileuszowy bieg i piknik zbiegł się w czasie ze 100-leciem odzyskania niepodległości, więc będzie też kilka akcentów niepodległościowych np. kolorystyka i nadruki na koszulkach biegaczy czy pamiątkowy medal w kształcie Polski. Warto dla takich pamiątek wziąć udział w biegu! Dodatkowo dla miłośników historii i nie tylko, wystawa Ośrodka Karta „Droga do niepodległości”.

Na bieg zapisujemy się online na stronie www.datasport.pl. Cena pakietu 40/60/80 zł w zależności od terminu wpłaty.

Na koniec chciałabym wspomnieć o naszych darczyńcach, bez których nasza impreza nie mogłaby się odbyć. Są to: Gmina Piaseczno (GOSIR), Fundusz Sołecki Józefosławia (czyli mieszkańcy Józefosławia – brawo MY!), firma deweloperska MAKDOM oraz firma informatyczna HEXAGON. Organizacyjnie bardzo nas wsparli Politechnika Warszawska (gospodarz terenu), PWiK Piaseczno (woda dla biegaczy i agregaty), Stowarzyszenie Kondycja, Unilogo i Floslek (nagrody dla uczestników) oraz Hit Fit STUDIO, Straż Miejska, Policja i OSP. Serdecznie dziękujemy!

Czekamy na Was!

Organizatorzy – Stowarzyszenie Pomysł na Józefosław+ logo nasze

Masz pytania? Napisz do nas stowarzyszenie@pomyslnajozefosław.pl lub na FB

 

Rodo dzieciom

Dzieci, jako osoby szczególnie narażone na zagrożenia w internetowym świecie, od 25 maja 2018 r. zostaną objęte szczególną ochroną. Nie będą mogły m.in. samodzielnie wyrażać zgody na przetwarzanie danych osobowych – jeśli nie ukończyły 13 lat. W ich imieniu zgodę będą mogli wyrazić rodzice albo opiekunowie.

Jak jest obecnie?

Obowiązujące przepisy nie regulują zasad przetwarzania danych osobowych dzieci, korzystających z usług świadczonych drogą elektroniczną. Tym samym dziecko – niezależnie od wieku – bez trudu może założyć konto na platformie gier komputerowych, portalu społecznościowym, czy poczcie elektronicznej. Wprawdzie w regulaminach najczęściej są wskazane wymogi wiekowe, jednak przepisy nie obligują do weryfikacji wieku internauty.

Ochrona dzieci zgodnie z RODO

Sytuację tę zmieni, zbliżające się wielkimi krokami, unijne rozporządzenie zwane: „RODO” (Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), Dz.U.UE.L.2016.119.1, które reguluje granice wiekowe dzieci, uprawniające do wyrażania zgody na przetwarzanie danych osobowych.

Zgodnie z RODO, w przypadku usług społeczeństwa informacyjnego oferowanych bezpośrednio dziecku, zgodne z prawem jest przetwarzanie danych osobowych małoletniego który ukończył 16 lat. Dane młodszych mogą być przetwarzane, tylko w przypadku, gdy zgodę wyrazi lub zaaprobuje rodzic albo opiekun. Przy czym państwa członkowskie mogą ustanowić inny wiek, nie niższy jednak niż 13 lat.

Granica wiekowa w polskim prawie

Z możliwości tej skorzystał polski ustawodawca, który w art. 5 projektu ustawy o ochronie danych osobowych z 8 lutego 2018 r. wprowadził ograniczenie w zakresie możliwości samodzielnego wyrażania zgody na przetwarzanie danych osobowych w przypadku usług świadczonych drogą elektroniczną oferowanych bezpośrednio małoletnim, w stosunku do dzieci które nie ukończyły 13 roku życia. A zatem przetwarzanie danych osobowych w przypadku tych osób, możliwe będzie wyłącznie po uzyskaniu uprzedniej zgody ich przedstawicieli ustawowych (rodzice/opiekunowie) albo po niezwłocznym potwierdzeniu przez przedstawiciela ustawowego zgody wyrażonej przez taką osobę.

Dlaczego 13 lat?

Z uzasadnienia w/w projektu, wynika, że ustawodawca ustalając w/w wiek, kierował się przede wszystkim regulacjami Kodeksu cywilnego, zgodnie z którymi małoletni, który ukończył 13 lat ma ograniczoną zdolność do czynności prawnych. W konsekwencji może składać oświadczenia woli, z tym, że w pewnych sytuacjach do ich skuteczności wymagana jest zgoda przedstawiciela ustawowego.

Niezaprzeczalnie wprowadzenie granicy wiekowej zwiększy nadzór i możliwość decydowania przez rodziców/opiekunów o obecności ich dzieci w sieci internetowej, choć kwestią sporną może być przyjęty wiek.

Warto jednak mieć na uwadze, iż projekt będzie podlegał dalszym pracom. Ostateczne brzmienie przepisów nowej ustawy o ochronie danych osobowych może więc ulec zmianie.

Dodatkowe obowiązki administratorów

Z uwagi na wprowadzenie w/w granicy wiekowej, administratorzy będą zobowiązani do wdrożenia dodatkowych rozwiązań, umożliwiających zweryfikowanie czy osoba sprawująca władzę rodzicielską lub opiekę nad dzieckiem wyraziła zgodę lub ją zaaprobowała.

Dodatkowo będą musieli formułować wszelkie kierowane do dzieci informacje i komunikaty na tyle jasnym i prostym językiem, by dziecko mogło je bez trudu zrozumieć.

Katarzyna Borkowska

Radca prawny,

Członkini Okręgowej izby Radców prawnych w Warszawie. Specjalizuje się w prawie cywilnym, rodzinnym, gospodarczym, pracy, egzekucyjnym, administracyjnym oraz prawie o ochronie danych osobowych. Mieszkanka Józefosławia od 10 lat.

Zero tolerancji dla łamania prawa

Pamiętam swoje pierwsze kroki w Policji we wczesnych latach 90-tych. Zdezelowane Nysy jako radiowozy, obskurne komisariaty i policjanci, którzy często wydawali się być dalej zakotwiczeni mentalnością w Milicji Obywatelskiej, a w konsekwencji gangi niczym z dawnego Nowego Jorku. Stany Zjednoczone ze słynną Statuą Wolności stały się dla mnie jednym z punktów odniesienia do myślenia o zmianach w odrodzonej Policji. Zza oceanu płynie nauka, że tolerancja dla drobnych przestępstw zachęca do popełniania większych.

Teoria wybitych okien

Warszawie daleko do Nowego Jorku, a miasteczkom i wsiom otaczającym stolicę, daleko do przedmieść tej metropolii. Warto jednak pamiętać, że bezpieczeństwo jest jednym z absolutnych priorytetów naszego życia. Nasza okolica jest bezpieczna, ale czy możemy czuć się jeszcze bardziej bezpiecznie i komfortowo? Odpowiedź brzmi – tak, możemy, ale potrzebna jest wspólna filozofia podejścia do kwestii bezpieczeństwa w najbliższym sąsiedztwie. Bezpieczeństwem, tak jak wielu innymi dziedzinami życia, rządzi psychologia, co skrzętnie wykorzystali swego czasu Amerykanie i dzięki nim w latach 80-tyh narodziła się koncepcja „rozbitych okien” (ang. Broken windows). Jest to w istocie bardzo prosta koncepcja oparta na kryminologii i socjologii funkcjonowania miasta zakładająca, że brak reakcji na łamanie mniej ważnych norm społecznych, np. tłuczenia szyb w oknach w danej dzielnicy, sprzyja wzrostowi przestępczości i łamaniu innych norm – na zasadzie wirusa. Jeżeli człowiek widzi wybitą szybę, rzucony śmieć, czy też osobę, która przechodzi na czerwonym świetle, włącza w sobie mechanizm naśladownictwa. Teoria rozbitych okien zakłada, że zniszczenia w otoczeniu mogą doprowadzić do myślenia, że prawo nie działa. Dlatego w sytuacji, gdy nie obowiązują żadne normy wzrasta prawdopodobieństwo wystąpienia wandalizmu, kradzieży itp.

Co na to kryminologia?

Amerykański profesor Philip Zimbardo, znany z wielu kontrowersyjnych eksperymentów przeprowadził taki, w którym wykorzystał dwa porzucone na ulicy samochody. Jeden w biednej i przestępczej okolicy, a drugi w bogatym i bezpiecznym miejscu. W ciągu kilku godzin samochód, który znajdował się ubogiej okolicy został znacznie uszkodzony, a ten w bogatej dzielnicy pozostał nienaruszony. Dzięki tym wynikom nasunął się wniosek, że ubóstwo i marginalizacja mają wpływ na przestępczość. Eksperymentatorzy postanowili jednak wybić okno samochodu, który był nienaruszony. Momentalnie wandalizm sprowadził pojazd do tego samego stanu, w którym znajdował się samochód w ubogiej dzielnicy. Wystarczyło „dać przykład”.

Zero tolerancji

W latach osiemdziesiątych metro w Nowym Jorku było bardzo niebezpiecznym miejscem. Teoria rozbitych okien posłużyła za kanwę zmian tej sytuacji. Naprawiono szkody na stacjach metra, często sprzątano, zamalowano graffiti, zaostrzono przepisy dotyczące drobnych kradzieży i zadbano, aby wszyscy pasażerowie uiszczali opłaty za transport. Włączono w te działania mieszkańców. W rezultacie metro stało się bezpiecznym miejscem. Ten rezultat zachęcił władze do wdrożenia polityki zerowej tolerancji w całej metropolii. Łamanie wszelkiego rodzaju praw lub norm społecznych zostało zabronione, a silnie promowane w społeczności były czystość i porządek. Wbrew licznym stereotypom Nowy Jork jest dziś bezpiecznym miastem, jak na tak liczną metropolię. Wiem, bo byłem tam i przyglądałem się pracy miasta i policji. Spacer w nocy przez Brooklyn Bridge zapamiętam na długo. Jako bezpieczny.

Przesłanie dla nas

Z teorii wybitych okien wynika nakaz działania. Szybkie wykrycie i usunięcie aktu dewastacji zapobiega jego dalszej eskalacji. Kto z nas nie widział bezkarności na przykład osoby o pseudonimie Snur, która dewastuje wiele miejsc zostawiając na nich bezmyślny napis. Czy nikt nie wie, kto to jest? Nasz park przy Ogrodowej już także zdradza oznaki wandalizmu. Władze, zapewne z powodów ekonomicznych, wyłączają wczesnym wieczorem oświetlenie w tym parku wręcz do tego prowokując, a co jeśli dojdzie do poważnego przestępstwa? Na bezpieczeństwie nie wolno oszczędzać. Jeżeli widzimy naruszenie prawa, nie bierzmy spraw w swoje ręce, nie wdawajmy się w konflikty z wandalami, ale natychmiast powiadamiajmy służby, zróbmy zdjęcie, film. Idąc za Jackiem Sutem: Jeżeli nie będziemy sprzątać po naszych czworonogach, za chwilę będziemy zamiast spacerów urządzać slalom, nie zawsze skuteczny. To także teoria wybitych szyb.

W przypadku bezpośredniego niebezpieczeństwa należy dzwonić na numer 112. Naszą wspólnotę obsługuje Komenda Powiatowa Policji w Piasecznie – ul. Kościelna 3, 05-500 Piaseczno. Oficer dyżurny: tel: (22) 756-70-18; (22) 60-45-213, adres e-mail: kpp.piaseczno@policja.waw.pl

I pamiętajmy, bezpieczeństwo to nasza wspólna sprawa.

Krzysztof Łaszkiewicz

Oficer Policji z blisko 25-letnim stażem, z wykształcenia prawnik, również manager i nauczyciel.

Policjant i sąsiad z Józefosławia.